Shoji się rozsunęły i wszedł
Yoshiro.
– Macie ochotę zagrać w Shogi
w ogrodzie? – zapytał, pokazując planszę.
– Jasne.
o Proszę
Zuza.
o Okej!
Zeszliśmy razem na dół, a tam
usiedliśmy na drewnianym podwyższeniu między shoji do salonu, a ogrodem.
Ogród był dość duży z południa
i wschodu otoczony betonowym murem, na których cieniem namalowano bambusy i
ptaki, a z północy (tam właśnie siedzieliśmy) i zachodu kryły go ściany domu.
Na środku ogrodu znajdowało się okrągłe spore oczko wodne, w którym pływały złote
i fioletowo szare ryby. Nad nim górował półokrągły drewniany mostek. Wszędzie
wokoło żwirowych dróżek rosły piękne kwiaty i stało kilka drzew Sakury i te małe
przycięte w sztuce bonzai.
– Zaraz wrócę – powiedział
Yoshiro podając Zuzce plansze do Shogi. – Przyniosę stolik.
I wrócił do salonu, a z niego
przeszedł na korytarz.
Julka wzięła z salonu
drewniane japonki, założyła je na bose stopy i zeszła na wysypaną żwirem
dróżkę. Wolnym krokiem przeszła do oczka wodnego, wspięła się na mostek i
usiadła na nim zwieszając nogi nad wodą.
– Zdejmij buty, bo jeszcze
wpadną do wody – zawołałam.
– Nie wpadną –powiedziała
pokazując mi język, ale jednak je zdjęła.
Po kilku minutach wrócił Yoshi
z małym drewnianym stolikiem.
– A gdzie Yuki? – zapytał,
siadają naprzeciw mnie.
– Tam. – Wskazałam głową na
ogród.
– Czemu?
Nie mówiliśmy zbyt głośno,
więc Julka nie mogła nas usłyszeć.
– Jej się zapytaj.
Julka właśnie położyła się na
moście na plecach i wpatrzyła w niebo.
– Chyba nie powinniśmy jej
przeszkadzać – powiedział rozkładając plansze na stoliku.
– Cierpi w ciszy.
– Co takiego? – zdziwił się.
– Nie może się pogodzić z tym,
że nawrzeszczała rano na Takeshi’ego z byle powodu – wytłumaczyłam. – Teraz
zastanawia się co zrobić, żeby się nie gniewał.
– Takeshi lubi się obrażać z
byle powodu.
Zaczęliśmy grać w Shogi. Ja
czarnymi, ale mimo że Yoshi zawsze nimi grał udało mi się go przekonać, żeby mi
je oddał. Nie ma to jak zakochany w tobie chłopak ;).
Tak spędzaliśmy kolejne dni.
Julka może ze trzy, czy cztery razy ze mną zagrała. Z Yoshim nie chciała, bo
stwierdziła, że nie da się pokonać nikomu innemu niż mnie.
W następnym tygodniu wciąż
schodziliśmy do salonu, żeby grać w Shogi na drewnianym podeście pod dachem,
mimo że padał okropny deszcz. Julka czytała nam najnowszy chapter Naruto, tłumacząc
go na japoński, żeby Yoshiro słyszał. Czytała z Ukrytej Wioski z mojego
laptopa, kiedy drzwi od pokoju muzycznego po naszej lewej rozsunęły się. Na
podest wyszedł Takeshi w swoim błękitno szarym kimonie i z jakimś dywanikiem w
rękach.
Kiedy nas zobaczył zatrzymał
się i wyraźnie wpatrzył w Julkę. Ona też na niego patrzała. Chłopak po chwili
zdał sobie z tego sprawę, że zamarł w
bezruchu, więc w końcu ukląkł i zaczął wytrzepywać dywanik.
– Nadal się gniewa – powiedziała szeptem,
kiedy zasunął drzwi od pokoju odcinając się od nas.
Kolejne dni nie były lepsze.
Julka się prawie nie odzywała i cały czas patrzyła w niebo. Ale najdziwniejsze
było to, że kiedy świeciło słońce to zakładała krótkie spodenki i bokserkę i
opalała się leżąc na moście w ogrodzie, co bardzo mnie niepokoiło, bo Julka
nienawidzi się opalać. Przeczytała za dużo książek i uwierzyła, że jest
Vampirem -.- .
Takeshi udawał, że nas nie
widzi, ale z Yoshiro rozmawiał normalnie. Nie rozumiem tylko czemu ja jestem
winna, bo do mnie też nie odezwał się ani słowem.
W drugim tygodniu pobytu w
Japonii rano obudziła mnie jakaś dziewczyna. Nie była to Akira ani nawet Nana.
Nie wiem kto to był.
Miała czarne loki i prostą
grzywkę sięgającą brwi, a jej oczy miały taki kolor jak Takeshi’ ego, czyli
ciemnobrązowe. Była jeszcze dzieckiem, widać to było po jej wzroście i twarzy.
– H… Hana-san? Proszę już
wstać – powiedziała.
– Nani? – zdziwiłam się. – A gdzie Yoshiro? – zapytałam po chwili.
– Wczoraj bardzo głośno krzyczał na mojego brata i teraz oboje są w kuchni. Isnae-san powiedziała, że do przez kilka następnych dni będą zmywać naczynia, dopóki się nie nauczą...
– Na twojego brata? Takeshi to twój brat?
– Hai, Hana-san.
– Nie mów do mnie Hana-san. Wystarczy Hana.
– Nani? – zdziwiłam się. – A gdzie Yoshiro? – zapytałam po chwili.
– Wczoraj bardzo głośno krzyczał na mojego brata i teraz oboje są w kuchni. Isnae-san powiedziała, że do przez kilka następnych dni będą zmywać naczynia, dopóki się nie nauczą...
– Na twojego brata? Takeshi to twój brat?
– Hai, Hana-san.
– Nie mów do mnie Hana-san. Wystarczy Hana.
– Hai Hana. – Odeszła od
mojego łóżka. – Pójdę obudzić Yuki-san.
– Yuki. Ona też nie chce, żeby
tak do niej mówiono.
– Hai.
– Nie przedstawiłaś się –
powiedziałam, kiedy wychodziła z pokoju.
– Sasaki Madarame.
Sasaki miała czarne loki i
prostą grzywkę sięgającą brwi, a jej oczy miały taki kolor jak Takeshi’ ego,
czyli ciemnobrązowe. Była już nastolatką, ale wyglądała jak dziecko, widać to
było po jej wzroście i twarzy. Była młodszą siostrą Takeshi’ego i była ode mnie
i Julki młodsza tylko o rok, tylko że ona miała urodziny na początku roku, a my
dwie pod koniec.
Sumiko i Daisuke nie przyszli
na śniadanie. Przed obiadem południem nie było ich widać w domu. Po porannym
posiłku Sasaki, która jak się okazało, trzy razy w tygodniu ćwiczy Karate,
zaprowadziła nas do nieodwiedzanej przez nas jak dotąd części domu, do Dojo. Nie
było duże, nie w porównaniu z salą gimnastyczną w naszej szkole w Polsce.
Podłoga, była wyłożona matą tatami jak w całym domu, sufit nie był wysoko.
Sasaki pokazała nam jak trenuje ze swoim Senseiem. Przyznam, że w dużo krótszym
czasie byłam bardziej rozciągnięta i mniej zmęczona, niż po rozgrzewkach z
naszym Senseiem.
Przed obiadem siedziałyśmy na
podłodze i rozmawiałyśmy z Sasaki o naszym blogu. Okazało się, że ten
opowiadający o Hanie i Yuki przeczytała wszystkie notki, po tym jak
przetłumaczyła je w translatorze na japoński. Ucieszyłam się, że historia Hany
podobała jej się bardziej niż ta Yuki :3, ale ja nic takiego nie mówiłam.
Na obiedzie byliśmy już całym
składem, ale po Takeshim i Yoshiro nie było ani śladu. To Sasaki towarzyszyła
nam do południa.
– Hana-san, Yuki-san –
powiedział Daisuke, kiedy weszłyśmy do jadalni. – Jutrzejszego wieczoru
Kishimoto-sama ma dla was czas i zaprasza na przyjęcie w ogrodzie swojego domu.
Wszystkich obowiązują odpowiednie stroje.
– Jakie stroje? – zapytał
Przemek.
– Kimona.
– C-co? – zdziwił się. – Ja
nie będę latał w kiecce.
– Daj spokój Rogaty –
powiedziałam po polsku do brata. – Kimono to nie kiecka, a ty nie potrafisz
latać.
– Zamknij się blondyneczko.
Następnego dnia po śniadaniu
pojechaliśmy do sklepu, w którym Sumiko i Daisuke zamówili dla nas kimona. Na
szczęście Takeshi i Yoshiro jechali z nami. Jechaliśmy długo, bo sklep
znajdował się w centrum Kyoto. Bardzo podobało mi się to, że same mogłyśmy
sobie wybrać dwa kimono i dodatki jakie chcemy. Nie były to jakieś zwykłe
bawełniane Yukata, tylko Kimona z prawdziwego 100%-owego jedwabiu. Wzory jakie
na nich widniały były wyszywane ręcznie. Męskie kimona składały się z kilku
części w tym trzech widocznych. Były to Haori – rodzaj japońskiego płaszcza,
sięga bioder lub ud, noszony wyłącznie do kimona; Sensu - zakładana pod Haori, wygląda jak żeńskie
kimono i ostatnia część Hakama – długie szerokie spodnie ( kiedy facet stoi w
miejscu to wyglądają jak spódnica :P) . Zakładane na biodra na Sensu. Męskie
kimono zwykle były w ciemnych kolorach, czerni i jej pochodnych.
Rogaty miał białe Sensu, szare
Hakama i czarne Haori. Wujek Diabeł miał szare Sensu, Hakama ciemniejsze od
Przemka o dwa odcienie, dostał czarne Haori jak wszyscy mężczyźni. Sensu, które
dostali Takeshi i Yoshiro byłe bardzo jasno błękitne, a Hakama były siwe.
Zuzka wybrała sobie białe
kimono z niebieskim kołnierzykiem w dziwne niebieskie wzory, a na górę białe w
piękne granatowe i czarne kontury kwiatów Sakury. Do tego czarną szarfę Obiage,
a na niego niebieski pas Obi. Ja wybrałam jasnoróżowe (mimo, że nie lubię tego
koloru) kimono w czerwone kamelie. Zewnętrzne było białe w małe fiołkowe
kwiatki, czym ciemniejsze u dołu tym jaśniejsze u góry. Wybrałam też czerwoną
szarfę Obiage i czarny pas Obi. Sasaki wzięła bordowe i ciemnoróżowe w czarne
wzory kimono z białą szarfę Obiage i czarny pas Obi.
Każda z nas dostała Kanzashi,
czyli ozdobną szpilkę do włosów. Materiał z jakiego wykonano taką szpilkę,
wskazywał na status społeczny danej osoby, ale nasze były srebrne.
Wieczorem Akira i Nana pomogły
nam się przygotować. O osiemnastej, bez jedzenia kolacji pojechaliśmy do domu
głównego Masashiego Kishimoto. Isane nie pozwoliła nam jeść, tylko dziewczynom,
bo stwierdziła, że jak będziemy jadły w domu, a potem u Kishimoto, to kimona
będą się na nas opinać. Przyznam, że się z nią zgadzałam. W sumie to nie byłam
głodna, więc dało się przeżyć.
O godzinie dziewiętnastej
zostaliśmy zaproszeni do ogromnej altany
w ogrodzie. Tam poczułam się jak w raju. Wszędzie rosły drzew Sakury,
szkoda tylko, że było lato i nie kwitła tak pięknie jak w wiośnie. Na gałęziach
były zawieszone lampiony, które delikatnie oświetlały drogę wiodącą do altany.
Miała wysoki dach, który opadał na brzegach, tworząc stożek. Ściany były
wysokości dwóch metrów. W środku dach podtrzymywały cienkie kolumny ozdobione
rysunkami roślin i zwierząt. Były cztery wyjścia, stworzone z shoji. Na środku
dachu była dziura, przez którą widać było niebo, które za kilka godzin miały
się pokazać gwiazdy.
Sumiko, Daisuke, Takeshi,
Yoshiro, Sasaki, Devil, Mob, Zuza i ja usiedliśmy przy stole stojącym na samym
środku altany. Wszędzie stały okrągłe niskie stoły, a przy nich leżały miękkie
brązowe poduszki. Pomiędzy południowym, a wschodnim wyjściem stała scena, a na
niej instrumenty, takie jak Perkusja, Gitary – basowa, elektryczna i klasyczna.
Były też keyboard i dziwne japońskie instrumenty, których nazw nie potrafię
przypasować.
Usiedliśmy przy stole ja obok
Zuzki, dalej za nią Sasaki, Yoshiro, Takeshi, Sumiko i Daisuke. Kolejne dwa
miejsca były wolne, kolejne zajmowali Przemek i wujek Tomek po mojej lewej
stronie. Po kilku minutach już wszystkie stoliki była zajęte przez wyłącznie Azjatów.
Ostatnimi osobami jakie weszły do altany byli...