Nie ma to jak wakacje, co? No i właśnie wstąpiła we mnie wena i nic nie robię tylko od ósmej rano do prawie północy piszę -.- ale dla moich nielicznych czytelników to chyba dobrze, co? ;) Zaprasza, na całkowity obrót wydarzeń :D
Długo rozmawialiśmy o
Naruto. Okazało się, że w altanie przy pozostałych stołach siedzą inni ludzie,
którzy tak jak my dają coś od siebie Naruto i Naruto Otaku (w sensie, że „fan”,
ale to każdy powinien wiedzieć :P dop. Aut.). Tak powiedział Masashi. Na scenie
dla rozrywki grały zespoły, których muzykę wykorzystano w openingach i
endingach Naruto.
Po kilku godzinach,
kiedy dorośli (poza Sumiko i Daisuke) byli już trochę wstawieni, bo wypili
sporo Sake. Masashi rozmawiał z Przemkiem o Dragon Ball, bo w końcu oboje są
jego wielkimi fanami. Wujek Diabeł
tańczył z Sumiko, a Daisuke z Ikimono Gakari. Seishi gdzieś poszedł i już
więcej go nie widzieliśmy. Kiedy w powietrzu wyczułam woń dymu papierosowego
wstałam od stołu.
– Wychodzisz gdzieś? –
zapytała Zuza, zajadając jakieś różowe ciasteczka.
– Nie czujesz
papierosów? Bo jak tak i mnie ten zapach dusi. Chcę się przewietrzyć.
Sasaki wstała i stanęła
obok mnie.
– Tu w ogrodzie jest
duże oczko wodne. Możemy was tam zabrać, prawda chłopaki?
– Tak – powiedział
Yoshiro i wstał w tym samy czasie co Zuza. – Chodź Takeshi. Nie będziesz tu
chyba sam siedział, co?
– No to chodźmy. – Kiedy
wstał od razu poszliśmy do jednego z wyjść z altany, ale innego niż te którym
weszliśmy.
Zuza i Yoshiro szli
przodem, ja kilka metrów za nimi z Sasaki, a Takeshi snuł się daleko za nami,
jak…
Nie myśl o nim w ten
sposób kretynko! Lepiej wymyśl jak go przeprosić, bo nie za bardzo się z tym
spieszysz. Głupia, nie potrafisz nawet gadać z chłopakami – skarciłam się w myślach.
– No ale z drugiej strony to on się obraził o byle co. Nakrzyczałam na niego,
bo nie chciał wyjść z pokoju, kiedy ja byłam w piżamie. Chociaż to głupia
wymówka. Ta piżama nie była nawet koszulą nocną. U siebie w domu spisz w samej
koszulce i bokserkach, a tu miałaś długie nogawki i rękaw.
– Yuki? – zapytała
Sasaki. – Słuchasz mnie?
– Komenasai. Zamyśliłam
się. Możesz powtórzyć? – poprosiłam.
– Za co mój brat się do
ciebie nie odzywa? – zapytała.
– Będę egoistką jeśli
powiem, że to jego wina, skora ja też mam w tym swój udział? – zapytałam
szeptem.
– Będziesz. Co się stało
zanim mnie poznałyście z Haną? – spojrzała na mnie wyczekująco.
– Nakrzyczałam na niego,
a on nafochał się jak mała dziewczynka.
– I tyle?
Kiwnęłam głową i
spojrzałam na Zuzę i Yoshiro. Ich dłonie właśnie się o siebie otarły. Zuzka
szybko zabrała swoją, a kiedy odwracała głowę, żeby na nas zerknąć, szybko
spojrzałam w bok.
– Przez ostatnie dni,
kiedy Take na ciebie patrzył wyglądał jakby za tobą tęsknił – szepnęła Sasaki,
bo jej brat nieznacznie się do nas zbliżył.
Zerknęłam do tyłu.
Ciemnowłosy szybko odwrócił wzrok.
– Serio? – zdziwiłam
się. – Nie zauważyłam.
– U was w Polsce zapewne
wszyscy chłopcy się za tobą oglądają. Złote włosy i piegi. Masz ładną figurę i
okrągłą buzię z błękitnymi oczami. Zawsze chciałam tak wyglądać, ale u nas to
nie możliwe.
– Twoim zdaniem jestem
ładna? – Prychnęłam. – Daj spokój. Wiesz co bym dała, żeby mieć ciemne włosy i
oczy? I nie chcę być taka wysoka jak jestem. Jestem brzydka i gruba.
– No co ty! Jesteś ładna
i wcale nie gruba. Nie obraź się za to. Masz trochę duże uda, ale to tylko
tyle. Ja mam figurę bardziej chłopięcą, a ty idealną jak na kobietę. Pasujecie
do siebie z Takeshim i lubicie się z wzajemnością. Fajnie by było mieć taką
bratową jak ty. – Uśmiechnęła się szeroko.
–Taa. – Chwila…? – Nani!
Kiedy doszły do mnie jej
słowa, aż zatrzymałam się zszokowana.
– Nie, wcale nie
żartowałam! – wrzasnęła, złapała za Kanzashi, którą miałam we włosach i
pobiegła za oddalającymi się Zuzką i Yoshiro. Moje włosy zwinięte w kok opadły
na ramiona i zakryły je błyskawicznie. Złapałam brzeg Kimona i pobiegłam za
dziewczyną.
– Sasaki baka! Oddaj mi
Kanzashi! – wrzasnęłam.
Ona zaśmiała się i
schowała się za plecami Yoshiro, który właśnie odwrócił się do mnie przodem.
Staliśmy na skraju ogromniastego oczka wodnego, w którym połyskiwała kolorowa
łuska karpi Koi, odbijająca światła lampionów zawieszonych na gałęziach drzew.
Oczko było okrągłe i
dość głębokie. Wypełniała je przejrzysta seledynowa woda. Była tak czysta, że
można było zobaczyć kamyczki na dnie zbiornika.
–Iie! Najpierw przyznaj
się do…
– Szyyy, baka. Oddaj mi
tę szpilkę.
– Iie.
– Sasaki.
– Przyznaj mi rację.
– Hai! – wrzasnęłam
rozgniewana. – Masz rację. Zadowolona?
– No raczej.
Yoshiro odsunął się, a
Sasaki oddała mi Kanzashi. Kiedy tylko ją odebrałam to lekko popchnęłam
dziewczynę, ale tak się złożyło, że stała tuż przy krawędzi oczka wodnego. Zachwiała
się i poleciała do tyłu. Na moje nieszczęście złapała brzeg rękawa mojego
kimona, kiedy chciałam ją złapać i zamiast pociągnąć ją do siebie to ona
pociągnęła mnie w swoją stronę i obie wpadłyśmy do wody. Sasaki pluła wodą i
piszczała, a ja i pozostali śmialiśmy się z małego wypadku. Yoshiro pomógł nam
wstać.
Sasaki miała mokre tylko
kimono, a ja też włosy, bo na mojej są za długie i były rozpuszczone.
Wyszłyśmy w oczka i
wszyscy zaczęliśmy sprawdzać, czy żaden karp nie ucierpiał, ale żadnego w
naszym pobliżu nie było, więc odetchnęłam z ulgą.
– Jak ja wyglądam! –
pisnęła Sasaki.
– Przeżyjesz –
powiedziała Zuza.
– Patrzcie! – zawołał w
pewnej chwili Takeshi i wskazał na niebo. – Spadająca gwiazda.
– Pomyślicie życzenie –
powiedziałam, tak jakby żadne z nich o tym nie wiedziało, ale jednak nikt nie
powiedział tego głośno.
– Jasne. Może: Chcę być
bardziej mokra, co? – zadrwiła Sasaki. – No dalej gwiazdo! – wrzasnęła. Gwiazda
tak jakby usłuchała wołania Sasaki i zaczęła się do nas zbliżać w
niebezpiecznym tempie. – ŻARTOWAŁAM!!! – wrzasnęła Sasaki, jakby to mogło pomóc
i zaczęła uciekać w stronę z której przyszliśmy.
Ja stałam jak
sparaliżowana i patrzyłam na skałę, która po przekroczeniu powłoki ozonowej
zaczęła płonąć. Nie wiem co się ze mną stało, ale nie mogłam się ruszyć. Zuza
zaczęła biedz w moim kierunku, ale Yoshiro złapał ją w pasie i odciągnął ode
mnie. Takeshi podbiegł do mnie i złapała mnie za ręce, żeby stamtąd zabrać, ale
było już a późno, więc objął mnie. Wtuliłam się w niego, bo wolałam umrzeć w
ramionach chłopaka, który mi się podoba, żeby tym gestem pokazać mu co do niego
czuję. Byłam na to gotowa.
Gwiazda była już bardzo
blisko. Zamknęłam oczy i wtuliłam twarz w ramię Takeshi’ego. Wiem, że to
głupie, ale czy w obliczu śmierci zastanawiamy się nad czymś takim? Po chwili próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku, żeby uciec, więc zaczęłam okładać chłopaka pięściami. Takeshi coś
wrzasnął, ale nie usłyszałam tego, bo meteor właśnie wtedy uderzył w taflę
wody. Nie poczułam bólu, którego się spodziewałam. Czy to tak wygląda śmierć? Była bezbolesna, po uderzeniu rozgrzanej do czerwoności ogromnej skały? To nie możliwe! Na filmach po uderzeniu czegoś w ziemię, powstaje dziura, w której miejscu powstania ginie wszystko.
Po chwili wszystko ucichło, a ja poczułam jeszcze więcej wody na swoim kimonie, która została wychlapana z oczka.A może to tak się czują ludzie, którzy umarli? Ale podobno po śmierci nic się juz nie czuje.
Po chwili wszystko ucichło, a ja poczułam jeszcze więcej wody na swoim kimonie, która została wychlapana z oczka.A może to tak się czują ludzie, którzy umarli? Ale podobno po śmierci nic się juz nie czuje.
– Yuki, wszystko w
porządku? – zapytał Takeshi.
Otworzyłam oczy i
odsunęłam się błyskawicznie od chłopaka.
– Tak. A z tobą? –
zapytałam.
– Jestem cały, ale
trochę mokry. – Zaśmiał się.
Nie mogłam się
powstrzymać, więc rzuciłam się na jego szyję.
– Przepraszam, że tak
cię potraktowałam – szepnęłam do jego ucha.
– Przepraszam, ze
zachowałem się jak gbur – powiedział w tym samym momencie co ja.
– Fajny z ciebie gbur –
powiedziałam odsuwając się od niego.
– A z ciebie kiepski
dyktator.
Pokazałam mu język, a on
– gdybym się nie odsunęła – zapewne złapał by go swoimi wargami i mnie
pocałował. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie.
– Yuki, Takeshi.
Wszystko dobrze? – zapytała Zuza, podchodząc do nas z Yoshiro. Byli cali mokrzy
od wody. Trzymali się za ręce, ale kiedy spostrzegli, że to zauważyłam od razu
się od siebie odsunęli.
– To… przez te gwiazdę…
– zaczęła Zuza.
– Wasza sprawa –
powiedział Takeshi.
– No właśnie. Przyjaciele
tak mogą. – powiedziałam. – My się przed chwilą przytulaliśmy. – Szturchnęłam
Take ramieniem, a on podrapał się w tył głowy jakby bał się, że ja albo Zuza
zaraz go uderzymy.
Zuzce szczęka opadła. Po
chwili jednak zdała sobie z tego sprawę, wiec zamknęła usta.
– Ty się przytulałaś? I
to z chłopakiem?
– Taa. – Zaczęłam się
nerwowo śmiać i poczułam, że się czerwienię, więc uderzyłam Takeshi’ego w plecy,
a on przechylił się do przodu, bo cios był dość silny.
– Hej, wszyscy chodźcie
tutaj! – zawołała Sasaki.
Nie zauważyłam nawet
kiedy wróciła. Dziewczyna kucała przy oczku wodnym i wpatrywała się w wodę.
Podeszliśmy do niej i spojrzeliśmy na wodę, gdzie Sasaki wskazywała palcem.
– To nie jest skała –
powiedziała, jakbyśmy tego nie wiedzieli.
– To człowiek! – zawołał
Takeshi, a potem razem z Yoshiro wskoczył do oczka, żeby wyciągnąć na brzeg
blond włosego chłopaka w pomarańczowo czarnym stroju. Pomogłyśmy im wyciągnąć
go na ścieżkę i przewrócić na plecy. Kiedy spojrzeliśmy na jego twarz wszyscy
odsunęliśmy się do tyłu. Ja Zuza i Sasaki byłyśmy po lewej stronie chłopaka, a
Takeshi i Yoshiro po prawej.
– To są chyba jakieś
jaja – powiedziałam po polsku.
– Obawiam się, że nie –
powiedziała Zuza i padła na kolana, żeby sprawdzić oddech chłopaka. Przyłożyła
prawe ucho do jego ust, patrząc przy tym na klatkę piersiową gdzie położyła
lewą dłoń. – Nie oddycha i ma gasnące bicie serca – powiedziała już po
japońsku. – Trzeba mu zrobić sztuczne oddychanie. Ćwiczyłyśmy to na EDB miesiąc
temu, Yuki. Pomóż mi, ja zrobię masaż, a ty zajmiesz się oddechem.
– Bleee! – wrzasnęłam.
– Yuki! Liczy się każda
sekunda! – Ona też krzyczała. – Ale ty jak zwykle nie słuchasz na lekcjach!
Sasaki, zrobisz to?
– Iie – powiedziała. –
Nie potrafię.
– Yuki, proszę cię.
Spojrzałam na nią
przerażona.
– No dobra ja zajmę się
oddechem, a ty masarzem. Zaczekaj tylko chwilę.
Zuzka odchyliła głowę
chłopaka do tyłu, a potem zerknęła na Yoshiro, gdy on skinął głową nabrała
powietrza i przyłożyła swoje usta do rozchylonych warg blondyna, po czym
wdmuchnęła powietrze do jego płuc. Powtórzyła to pięć razy. Za każdym razem
klatka piersiowa chłopaka unosiła się tak jak powinna.
– Teraz – powiedziała
kiedy skończyła.
Rozpięłam bluzę chłopaka
i wyznaczyłam miejsce na mostku między sutkami i zaczęłam uciskać. Z każdym
uciśnięciem klatki liczyłam po polsku po kolei do trzydziestu. Po czwartej
turze opadłam zmęczona na piaskową dróżkę. Zuza wykonała kolejny oddech i wtedy
chłopak poruszył się i wypluł wodę na bok. Zaczął się krztusić – Niech nie będą
niebieskie – pomyślałam, kiedy otwierał oczy. No i co? Były niebieskie -.- .
– Wszystko w porządku? –
zapytała Zuza blondyna.
– Nani? Tak, chyba tak –
powiedział i usiadł. – Tyłek mnie boli.
– Serio? – powiedział z
ironią Take.
– Kim wy jesteście? –
zapytał blondyn.
– Najpierw ty się
przedstaw – powiedział Yoshiro.
– Nazywam się Uzumaki
Naruto. Najwspanialszy shinobi Konohy, datebayo.
Nie wiem czemu, ale
zaczęłam się śmiać. Faktycznie chłopak miał żółte włosy sterczące na wszystkie
strony (teraz trochę uklepane, bo mokre), po trzy czarne „kreski” na policzkach
(Zuza kiedyś mówiła, że to wąsy ;P) i był ubrany dokładnie jak Naruto. A te
jego oczy, takie niebieszcze *.* (Sorry Suu Suska, że kradnę ci text – dop.
Aut.)
– Yuki! – syknęła Zuza.
– No co!? Przecież to nie możliwe. Jak niby…
– Zamknij się!
–wrzasnęła.
– A więc jak się
nazywacie? – zapytała Naruto.
– Ja jestem Yoshiro. To
są Hana, Yuki, Sasaki i Takeshi.
– Gdzie jesteśmy?
– W Kraju Kwitnącej
Wiśni – powiedziałam.
– To taki istnieje?
– Daleko za granicami
waszych map.
– Aha. To daleko od góry
Myoboku? – zapytał.
– Żeby jeszcze ktoś poza
żabami wiedział gdzie ona jest – prychnął Takeshi.
– Jak ja się tam mogę
przenieść? Nie pamiętam.
Zaczął czochrać sobie
włosy, a potem wstał. My też wstaliśmy.
– U was w kraju wszyscy
się tak ubierają?
– Nawet jeśli, to co? –
zapytał Yoshiro.
– Kuchiyose no Jutsu –
powiedziała Sasaki.
– Hee? – zdziwił się
Naruto.
– Kuchiyose no Jutsu bez
kontroli krwi przeniesie cię na Górę Myoboku.
– No tak! Dzięki, Eee…?
– zaczął się drapać w tył głowy z przymkniętymi oczami.
– Sasaki –
podpowiedziała mu ciemnowłosa.
– Tak. Dzięki Sasaki. No
dobra – wykonał pieczęć i zawołał: – Kuchiyose no Jutsu.
No i właśnie wtedy
rozpoczęła się tak naprawdę nasza przygoda.