wtorek, 2 lipca 2013

Kuchiyose no Jutsu



Nie ma to jak wakacje, co? No i właśnie wstąpiła we mnie wena i nic nie robię tylko od ósmej rano do prawie północy piszę -.- ale dla moich nielicznych czytelników to chyba dobrze, co? ;) Zaprasza, na całkowity obrót wydarzeń :D


Długo rozmawialiśmy o Naruto. Okazało się, że w altanie przy pozostałych stołach siedzą inni ludzie, którzy tak jak my dają coś od siebie Naruto i Naruto Otaku (w sensie, że „fan”, ale to każdy powinien wiedzieć :P dop. Aut.). Tak powiedział Masashi. Na scenie dla rozrywki grały zespoły, których muzykę wykorzystano w openingach i endingach Naruto.
Po kilku godzinach, kiedy dorośli (poza Sumiko i Daisuke) byli już trochę wstawieni, bo wypili sporo Sake. Masashi rozmawiał z Przemkiem o Dragon Ball, bo w końcu oboje są jego wielkimi fanami.  Wujek Diabeł tańczył z Sumiko, a Daisuke z Ikimono Gakari. Seishi gdzieś poszedł i już więcej go nie widzieliśmy. Kiedy w powietrzu wyczułam woń dymu papierosowego wstałam od stołu.
– Wychodzisz gdzieś? – zapytała Zuza, zajadając jakieś różowe ciasteczka.
– Nie czujesz papierosów? Bo jak tak i mnie ten zapach dusi. Chcę się przewietrzyć.
Sasaki wstała i stanęła obok mnie.
– Tu w ogrodzie jest duże oczko wodne. Możemy was tam zabrać, prawda chłopaki?
– Tak – powiedział Yoshiro i wstał w tym samy czasie co Zuza. – Chodź Takeshi. Nie będziesz tu chyba sam siedział, co?
– No to chodźmy. – Kiedy wstał od razu poszliśmy do jednego z wyjść z altany, ale innego niż te którym weszliśmy.
Zuza i Yoshiro szli przodem, ja kilka metrów za nimi z Sasaki, a Takeshi snuł się daleko za nami, jak…
Nie myśl o nim w ten sposób kretynko! Lepiej wymyśl jak go przeprosić, bo nie za bardzo się z tym spieszysz. Głupia, nie potrafisz nawet gadać z chłopakami – skarciłam się w myślach. – No ale z drugiej strony to on się obraził o byle co. Nakrzyczałam na niego, bo nie chciał wyjść z pokoju, kiedy ja byłam w piżamie. Chociaż to głupia wymówka. Ta piżama nie była nawet koszulą nocną. U siebie w domu spisz w samej koszulce i bokserkach, a tu miałaś długie nogawki i rękaw.
– Yuki? – zapytała Sasaki. – Słuchasz mnie?
– Komenasai. Zamyśliłam się. Możesz powtórzyć? – poprosiłam.
– Za co mój brat się do ciebie nie odzywa? – zapytała.
– Będę egoistką jeśli powiem, że to jego wina, skora ja też mam w tym swój udział? – zapytałam szeptem.
– Będziesz. Co się stało zanim mnie poznałyście z Haną? – spojrzała na mnie wyczekująco.
– Nakrzyczałam na niego, a on nafochał się jak mała dziewczynka.
– I tyle?
Kiwnęłam głową i spojrzałam na Zuzę i Yoshiro. Ich dłonie właśnie się o siebie otarły. Zuzka szybko zabrała swoją, a kiedy odwracała głowę, żeby na nas zerknąć, szybko spojrzałam w bok.
– Przez ostatnie dni, kiedy Take na ciebie patrzył wyglądał jakby za tobą tęsknił – szepnęła Sasaki, bo jej brat nieznacznie się do nas zbliżył.
Zerknęłam do tyłu. Ciemnowłosy szybko odwrócił wzrok.
– Serio? – zdziwiłam się. – Nie zauważyłam.
– U was w Polsce zapewne wszyscy chłopcy się za tobą oglądają. Złote włosy i piegi. Masz ładną figurę i okrągłą buzię z błękitnymi oczami. Zawsze chciałam tak wyglądać, ale u nas to nie możliwe.
– Twoim zdaniem jestem ładna? – Prychnęłam. – Daj spokój. Wiesz co bym dała, żeby mieć ciemne włosy i oczy? I nie chcę być taka wysoka jak jestem. Jestem brzydka i gruba.
– No co ty! Jesteś ładna i wcale nie gruba. Nie obraź się za to. Masz trochę duże uda, ale to tylko tyle. Ja mam figurę bardziej chłopięcą, a ty idealną jak na kobietę. Pasujecie do siebie z Takeshim i lubicie się z wzajemnością. Fajnie by było mieć taką bratową jak ty. – Uśmiechnęła się szeroko.
–Taa. – Chwila…? – Nani!
Kiedy doszły do mnie jej słowa, aż zatrzymałam się zszokowana.
– Nie, wcale nie żartowałam! – wrzasnęła, złapała za Kanzashi, którą miałam we włosach i pobiegła za oddalającymi się Zuzką i Yoshiro. Moje włosy zwinięte w kok opadły na ramiona i zakryły je błyskawicznie. Złapałam brzeg Kimona i pobiegłam za dziewczyną.
– Sasaki baka! Oddaj mi Kanzashi! – wrzasnęłam.
Ona zaśmiała się i schowała się za plecami Yoshiro, który właśnie odwrócił się do mnie przodem. Staliśmy na skraju ogromniastego oczka wodnego, w którym połyskiwała kolorowa łuska karpi Koi, odbijająca światła lampionów zawieszonych na gałęziach drzew.
Oczko było okrągłe i dość głębokie. Wypełniała je przejrzysta seledynowa woda. Była tak czysta, że można było zobaczyć kamyczki na dnie zbiornika.
–Iie! Najpierw przyznaj się do…
– Szyyy, baka. Oddaj mi tę szpilkę.
– Iie.
– Sasaki.
– Przyznaj mi rację.
– Hai! – wrzasnęłam rozgniewana. – Masz rację. Zadowolona?
– No raczej.
Yoshiro odsunął się, a Sasaki oddała mi Kanzashi. Kiedy tylko ją odebrałam to lekko popchnęłam dziewczynę, ale tak się złożyło, że stała tuż przy krawędzi oczka wodnego. Zachwiała się i poleciała do tyłu. Na moje nieszczęście złapała brzeg rękawa mojego kimona, kiedy chciałam ją złapać i zamiast pociągnąć ją do siebie to ona pociągnęła mnie w swoją stronę i obie wpadłyśmy do wody. Sasaki pluła wodą i piszczała, a ja i pozostali śmialiśmy się z małego wypadku. Yoshiro pomógł nam wstać.
Sasaki miała mokre tylko kimono, a ja też włosy, bo na mojej są za długie i były rozpuszczone.
Wyszłyśmy w oczka i wszyscy zaczęliśmy sprawdzać, czy żaden karp nie ucierpiał, ale żadnego w naszym pobliżu nie było, więc odetchnęłam z ulgą.
– Jak ja wyglądam! – pisnęła Sasaki.
– Przeżyjesz – powiedziała Zuza.
– Patrzcie! – zawołał w pewnej chwili Takeshi i wskazał na niebo. – Spadająca gwiazda.
– Pomyślicie życzenie – powiedziałam, tak jakby żadne z nich o tym nie wiedziało, ale jednak nikt nie powiedział tego głośno.
– Jasne. Może: Chcę być bardziej mokra, co? – zadrwiła Sasaki. – No dalej gwiazdo! – wrzasnęła. Gwiazda tak jakby usłuchała wołania Sasaki i zaczęła się do nas zbliżać w niebezpiecznym tempie. – ŻARTOWAŁAM!!! – wrzasnęła Sasaki, jakby to mogło pomóc i zaczęła uciekać w stronę z której przyszliśmy.
Ja stałam jak sparaliżowana i patrzyłam na skałę, która po przekroczeniu powłoki ozonowej zaczęła płonąć. Nie wiem co się ze mną stało, ale nie mogłam się ruszyć. Zuza zaczęła biedz w moim kierunku, ale Yoshiro złapał ją w pasie i odciągnął ode mnie. Takeshi podbiegł do mnie i złapała mnie za ręce, żeby stamtąd zabrać, ale było już a późno, więc objął mnie. Wtuliłam się w niego, bo wolałam umrzeć w ramionach chłopaka, który mi się podoba, żeby tym gestem pokazać mu co do niego czuję. Byłam na to gotowa.
Gwiazda była już bardzo blisko. Zamknęłam oczy i wtuliłam twarz w ramię Takeshi’ego. Wiem, że to głupie, ale czy w obliczu śmierci zastanawiamy się nad czymś takim? Po chwili próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku, żeby uciec, więc zaczęłam okładać chłopaka pięściami. Takeshi coś wrzasnął, ale nie usłyszałam tego, bo meteor właśnie wtedy uderzył w taflę wody. Nie poczułam bólu, którego się spodziewałam. Czy to tak wygląda śmierć? Była bezbolesna, po uderzeniu rozgrzanej do czerwoności ogromnej skały? To nie możliwe! Na filmach po uderzeniu czegoś w ziemię, powstaje dziura, w której miejscu powstania ginie wszystko.
Po chwili wszystko ucichło, a ja poczułam jeszcze więcej wody na swoim kimonie, która została wychlapana z oczka.A może to tak się czują ludzie, którzy umarli? Ale podobno po śmierci nic się juz nie czuje.
– Yuki, wszystko w porządku? – zapytał Takeshi.
Otworzyłam oczy i odsunęłam się błyskawicznie od chłopaka.
– Tak. A z tobą? – zapytałam.
– Jestem cały, ale trochę mokry. – Zaśmiał się.
Nie mogłam się powstrzymać, więc rzuciłam się na jego szyję.
– Przepraszam, że tak cię potraktowałam – szepnęłam do jego ucha.
– Przepraszam, ze zachowałem się jak gbur – powiedział w tym samym momencie co ja.
– Fajny z ciebie gbur – powiedziałam odsuwając się od niego.
– A z ciebie kiepski dyktator.
Pokazałam mu język, a on – gdybym się nie odsunęła – zapewne złapał by go swoimi wargami i mnie pocałował. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie.
– Yuki, Takeshi. Wszystko dobrze? – zapytała Zuza, podchodząc do nas z Yoshiro. Byli cali mokrzy od wody. Trzymali się za ręce, ale kiedy spostrzegli, że to zauważyłam od razu się od siebie odsunęli.
– To… przez te gwiazdę… – zaczęła Zuza.
– Wasza sprawa – powiedział Takeshi.
– No właśnie. Przyjaciele tak mogą. – powiedziałam. – My się przed chwilą przytulaliśmy. – Szturchnęłam Take ramieniem, a on podrapał się w tył głowy jakby bał się, że ja albo Zuza zaraz go uderzymy.
Zuzce szczęka opadła. Po chwili jednak zdała sobie z tego sprawę, wiec zamknęła usta.
– Ty się przytulałaś? I to z chłopakiem?
– Taa. – Zaczęłam się nerwowo śmiać i poczułam, że się czerwienię, więc uderzyłam Takeshi’ego w plecy, a on przechylił się do przodu, bo cios był dość silny.
– Hej, wszyscy chodźcie tutaj! – zawołała Sasaki.
Nie zauważyłam nawet kiedy wróciła. Dziewczyna kucała przy oczku wodnym i wpatrywała się w wodę. Podeszliśmy do niej i spojrzeliśmy na wodę, gdzie Sasaki wskazywała palcem.
– To nie jest skała – powiedziała, jakbyśmy tego nie wiedzieli.
– To człowiek! – zawołał Takeshi, a potem razem z Yoshiro wskoczył do oczka, żeby wyciągnąć na brzeg blond włosego chłopaka w pomarańczowo czarnym stroju. Pomogłyśmy im wyciągnąć go na ścieżkę i przewrócić na plecy. Kiedy spojrzeliśmy na jego twarz wszyscy odsunęliśmy się do tyłu. Ja Zuza i Sasaki byłyśmy po lewej stronie chłopaka, a Takeshi i Yoshiro po prawej.
– To są chyba jakieś jaja – powiedziałam po polsku.
– Obawiam się, że nie – powiedziała Zuza i padła na kolana, żeby sprawdzić oddech chłopaka. Przyłożyła prawe ucho do jego ust, patrząc przy tym na klatkę piersiową gdzie położyła lewą dłoń. – Nie oddycha i ma gasnące bicie serca – powiedziała już po japońsku. – Trzeba mu zrobić sztuczne oddychanie. Ćwiczyłyśmy to na EDB miesiąc temu, Yuki. Pomóż mi, ja zrobię masaż, a ty zajmiesz się oddechem.
– Bleee! – wrzasnęłam.
– Yuki! Liczy się każda sekunda! – Ona też krzyczała. – Ale ty jak zwykle nie słuchasz na lekcjach! Sasaki, zrobisz to?
– Iie – powiedziała. – Nie potrafię.
– Yuki, proszę cię.
Spojrzałam na nią przerażona.
– No dobra ja zajmę się oddechem, a ty masarzem. Zaczekaj tylko chwilę.
Zuzka odchyliła głowę chłopaka do tyłu, a potem zerknęła na Yoshiro, gdy on skinął głową nabrała powietrza i przyłożyła swoje usta do rozchylonych warg blondyna, po czym wdmuchnęła powietrze do jego płuc. Powtórzyła to pięć razy. Za każdym razem klatka piersiowa chłopaka unosiła się tak jak powinna.
– Teraz – powiedziała kiedy skończyła.
Rozpięłam bluzę chłopaka i wyznaczyłam miejsce na mostku między sutkami i zaczęłam uciskać. Z każdym uciśnięciem klatki liczyłam po polsku po kolei do trzydziestu. Po czwartej turze opadłam zmęczona na piaskową dróżkę. Zuza wykonała kolejny oddech i wtedy chłopak poruszył się i wypluł wodę na bok. Zaczął się krztusić – Niech nie będą niebieskie – pomyślałam, kiedy otwierał oczy. No i co? Były niebieskie -.- .
– Wszystko w porządku? – zapytała Zuza blondyna.
– Nani? Tak, chyba tak – powiedział i usiadł. – Tyłek mnie boli.
– Serio? – powiedział z ironią Take.
– Kim wy jesteście? – zapytał blondyn.
– Najpierw ty się przedstaw – powiedział Yoshiro.
– Nazywam się Uzumaki Naruto. Najwspanialszy shinobi Konohy, datebayo.
Nie wiem czemu, ale zaczęłam się śmiać. Faktycznie chłopak miał żółte włosy sterczące na wszystkie strony (teraz trochę uklepane, bo mokre), po trzy czarne „kreski” na policzkach (Zuza kiedyś mówiła, że to wąsy ;P) i był ubrany dokładnie jak Naruto. A te jego oczy, takie niebieszcze *.* (Sorry Suu Suska, że kradnę ci text – dop. Aut.)
– Yuki! – syknęła Zuza.
– No co!? Przecież  to nie możliwe. Jak niby…
– Zamknij się! –wrzasnęła.
– A więc jak się nazywacie? – zapytała Naruto.
– Ja jestem Yoshiro. To są Hana, Yuki, Sasaki i Takeshi.
– Gdzie jesteśmy?
– W Kraju Kwitnącej Wiśni – powiedziałam.
– To taki istnieje?
– Daleko za granicami waszych map.
– Aha. To daleko od góry Myoboku? – zapytał.
– Żeby jeszcze ktoś poza żabami wiedział gdzie ona jest – prychnął Takeshi.
– Jak ja się tam mogę przenieść? Nie pamiętam.
Zaczął czochrać sobie włosy, a potem wstał. My też wstaliśmy.
– U was w kraju wszyscy się tak ubierają?
– Nawet jeśli, to co? – zapytał Yoshiro.
– Kuchiyose no Jutsu – powiedziała Sasaki.
– Hee? – zdziwił się Naruto.
– Kuchiyose no Jutsu bez kontroli krwi przeniesie cię na Górę Myoboku.
– No tak! Dzięki, Eee…? – zaczął się drapać w tył głowy z przymkniętymi oczami.
– Sasaki – podpowiedziała mu ciemnowłosa.
– Tak. Dzięki Sasaki. No dobra – wykonał pieczęć i zawołał: – Kuchiyose no Jutsu.
No i właśnie wtedy rozpoczęła się tak naprawdę nasza przygoda.