Proszę notkę dodaną w nocy po północy, dla której jedna z czytelniczek mnie zaatakowała, a później się mnie zbok jeden przytulała i nie chciała póścić. Nigdy nie zapomnę tego twojego tonu, Uma -,- .
I już więcej mnie nie atakuj, żebym dodała notkę, bo usunę bloga :P To je groźba :D.
Udałyśmy się tam skacząc po pochyłych dachach budynków.
Statek Konohy był zacumowany tam gdzie go sobie
wymyśliłam. Szkoda tylko, że nie wymyśliłam dla Shinju i Ookami odpowiednich
strojów ninja. Gdy je znów zobaczyłam nie miały już na sobie pidżam. Shinju
miała na sobie brązową przylegającą bluzkę za szerokich ramiączkach z
kołnierzykiem, granatowe spodenki za kolano i brązową przepaską zakrywającą
lewe udo. Jej ręce zakrywały brązowe rękawiczki bez palców sięgające połowy
ramienia. Ochraniacz miała zawiązany na szyi. Ookami miała siwą sukienkę na
długi rękaw z marszczoną spódnicą z tyłu do zgięć kolan a z przodu do połowy ud
z fioletowymi wykończeniami i czarne spodenki. Ochraniacz przewiązała w talii.
– Całkiem całkiem te wasze Ninja wdzianka – powiedziałam,
kiedy z Umą stanęłyśmy na pokładzie statku.
– To dlatego, że innych się nie dało wymyślić –
powiedziała Shinju.
– Co za bezguście to malowało? – zapytała Ookami.
– Mężczyzna. A kiedy mężczyzna rysuje, to zwykle jest
fantastyczna i ludzie w niej mają stroje odpowiadające temu o czym dana Manga
jest – wytłumaczyłam.
– A jak dziewczyna ma ładne ciuchy to znaczy, że facet albo
kopiuje je skądś, albo bawi się w Yaoi – dodała Uma.
– Z-że Ge-je? – jąknęła Ookami.
– Kto z wami jest? – zapytałam, żeby nie drążyły tematu,
bo nie znoszę jak ktoś o tym gada.
– Kilku Chuninów, załoga statku… – zaczęła Shinju.
– A Mi…
– Yuki! – wrzasnęła…
– Miyoko! O cholera, ona jest wcieleniem mojej starszej
plastikowej siostry – szepnęłam do tamtych.
– Yuki, Yuki, Yuki, Yuki, Yuki! – wrzeszczała. – Jak ja
cię dawno nie widziałam.
Podbiegła do mnie tak szybko, że nawet nie zdążyłam
zareagować, kiedy mnie objęła i przytuliła mocno do siebie.
To nie ona. Moja sis nigdy by mnie nie przytuliła. Ale
fakt dawno się nie widziałyśmy, bo ona pracuje kilkaset kilometrów od naszego
domu i przyjeżdża tylko na święta.
– Mi-yoko – jęknęłam. – Puść mnie.
– No wiesz! Nie widziałam cię odkąd Naruto wrócił do
domu.
Przewróciłam oczami.
– Przyjechałaś, żeby przekonać Hime Suigen, żeby
pozwoliła mi płynąć z wami? – zapytałam, ale Miyoko się nie odezwała. – No
powiedz. Proszę – dodałam po chwili.
– Noo… – powiedziała
z ociąganiem. – W sumie to tak, ale ONE w tym nie uczestniczyły. – Wskazała na
Ookami i Shinju. – A tak w ogóle to cześć Uma.
– He-hej? – przywitała się Uma. – Kto to jest? W sensie,
że tu, nie u nas – szepnęła do mnie.
– Sensei drużyny szóstej z Konohagakure, czyli mojej,
Hatake Miyoko – wytłumaczyłam. – Ale nie mów do niej Sensei.
– Dlaczego?
– Bo czuje się staro.
– To co idziemy do Hime Suigen? – zapytał i ruszyła w
kierunku pałacu.
Z tego miejsca górował nad całą wioską, wielki, piękny i
okazały. Władca innych drobniejszych i mniej zdobionych domów.
– Nie – powiedziałam.
Yagami nagle poczuł silną potrzebę zobaczenia Yuki. Przy
okazji przypałętały się do niego jego dwie siostry.
– Idziemy tam. – Wskazałam na statek Konohy.
– Ale tak nie można. Wież przecież, że twoja matka
obiecała, każdemu kto pomoże ci wyjść z wioski bez jej zgody zostanie ukarany.
– To psychopatka, a nie moja matka.
Moja prawdziwa mama jest tak bombowa, że krzyczy na mnie
tylko jak siedzę od rana do… w zasadzie kolejnego ranka przy komputerze. Nie
krzyczy nawet jak jestem zagrożona z kilku przedmiotów na miesiąc przed
zakończeniem roku szkolnego.
Wskoczyłam na pokład statku.
– Jak ja uwielbiam być Ninja – powiedziałam do siebie z
uśmiechem.
– Yuki! – zawołała Miyoko, wskakując z pozostałymi na
pokład statku. Niezadowolenie w jej głosie mieszało się z obawą przed
Koorikage. – Dlaczego ty mnie nigdy nie słuchasz?
– No wiesz, Uchiha – powiedziałam. – Powinnaś się
przyzwyczaić.
Prychnęła.
– Ty nie jesteś jak inni Uchiha.
Pokazałam jej język.
– Hej, co tu się dzieje?
Na scenę wkroczyli Yagami, Suzume i Sasaki.
On miał na sobie czarne długie spodnie z nogawkami schowanymi
w czarne buty z szeroką cholewką. U góry miał szafirową przylegająca bluzkę bez
rękawów i wysokim kołnierzem.
Suzume miała szmaragdową spódniczkę, biały szeroki top z
długimi rękawami, a na nogach miała czarne sięgające za kolano buty.
Sasaki założyła amarantową sukienkę podobną do tej
granatowej Miyoko (opisanej w Josei Shujinko dop. Aut.), była obcisła u dołu i
szeroka u góry jak tamta, ale zamiast jednego szerokiego rękawa miała cienkie
ramiączka. Na ramionach miała białe futerkowe bolerko na krótki rękaw, a na
nogach buty jak starsza siostra i w tym samym kolorze.
– Nic nie jest – powiedziałam.
Zastanawiam się czy już to mówiłam, ale wydaje mi się, że
nie więc powiem: Niech wiedzą o swoich postaciach i o tym co powinni, bo mi się
nie chce tego tłumaczyć.
– Dobra, kto pomoże mi zaciągnąć Yuki do Hime Suigen? –
zapytała Miyoko.
Moje ręce same zareagowały. Świnia, Koń, Smok,
Wół i Tygrys – takie wykonały pieczęci.
– Kirishisen no Jutsu –
powiedziałam i zakryłam moją „mgłą” wszystkich, którzy byli wokoło przed oczami
klanu Hyoozan. – Teraz ani słowa. Nie pytajcie, czemu. Po prostu nic nie mówcie.
Cofnijcie się.
Po chwili na pokład weszła Yukiko, a za nią Aimi.
– Yuki – zaczęła Yukiko. – Ohime-sama nie wyraziła zgody na
opuszczenie przez ciebie wioski. Masz niezwłocznie wrócić do pałacu i ją
przeprosić.
– W Sachiego się bawisz? – zapytałam. – Nigdzie się stąd
nie ruszę, bo natychmiast muszę się znaleźć w Konohagakure.
– Ohime-sama najpierw musi wyrazić na to zgodę. A jak wszyscy
wiedzą jeszcze jej nie…
– Yukiko? – zaczęła Aimi. – Gdzie oni wszyscy są?
– Oni? – zdziwiła się Yukiko i rozejrzała się dookoła. –
Właśnie. Gdzie jest Uma i pozostali? Twoja Sensei i drużyna. No i Yagami i jego
siostry, bo widzieliśmy, że biegli w tę stronę.
– Ale, że w sensie, że co? – zapytałam szybko, dokładnie
tak jak Kurczak Mały.
– No bo oni tu byli…
– A nie – powiedziałam.
– No ale przecież…
– Yym – mruknęłam i pokręciłam głową.
– Ale na pewno?
– No ta…
Yukiko i Aimi popatrzyły po sobie zdziwione.
– To co? Ja sobie płynę do Konohy, a wy mówicie mamie, że
mnie nie widziałyście, tak? To pa.
Popchnęłam je, przez co wypadły za burtę, ale na
nieszczęście wylądowały na plaży, przy samej wodzie. Spojrzałam na nie z góry i
pomachałam im szczerząc zęby w uśmiechu.
– Dlaczego nas nie widzieli? – zapytała Uma.
– Kirishisen no Jutsu – powiedziała Miyoko. – Ta technika
pozwala ci ukryć co tylko zechcesz. Ale nie jest łatwa do opanowania.
Patrzałam zszokowana na swoje dłonie, bo jakby nie
patrzeć wykonałam właśnie Jutsu. Tak po prostu moje ciało zareagowało i proszę…
– Przestańcie ględzić, bo was usłyszą – powiedziałam
otrząsając się z zaskoczenia. – A teraz ruszamy do Liścia.
Niewidomo skąd na pokładzie pokazała się załoga i kapitan
statku. Zaczęli przygotowywać statek do odpłynięcia.
– Stop! – wrzasnęła Miyoko, więc załogo zamarła. –
Odwołaj Kirishisen, teraz.
Zrobiłam to, bo nie chciałam marnować chakry. Ale to
fajnie brzmi jak JA to pomyślę, a nie jak opisywałam blog jako Yuki.
– No i co?
– A właśnie to.
Wszyscy rzucili się na mnie. Jak to w mandze, związali
mnie liną, niewiadomo skąd wziętą i zawiązali mi mój ochraniacz wokół ust.
Kiedy Yagami podnosił mnie, spojrzałam w niebo. Jego granatowy kolor i gwiazdy
zostały przesłonięte przez różowy kryształ taki jakim posługiwała się Guren,
ale mimo moich stłumionych krzyków, nikt nie spojrzał w niebo. Miałam związane
nadgarstki i kostki u nóg, a kiedy zaczęłam uderzać Yagamiego złączonymi
pięściami w klatkę piersiową, później wskazując do góry i tak tam nie spojrzał.
Zrezygnowana bezwładnie opadłam w jego ramionach i
zamknęłam oczy. Kiedy znów je otworzyłam wchodziliśmy do Sali, w której prędzej
byłam z Umą.
Jęknęłam, kiedy zobaczyłam rozwścieczoną twarz Suigen.
– Uchiha Yuki, jak możesz się tak zachowywać.
Yagami postawił mnie na ziemi, ale ciągle podtrzymywał
dla zachowania równowagi.
– Jmmk khaooa ijashhfdknn – prychnęłam.
– Na litość lodu, rozwiążcie jej usta!
Mój ochraniacz opadł luźno na szyję.
– Jak sama powiedziałaś nazywam się Uchiha. A więc pozwól
mi popłynąć do Konohy – dodałam po chwili.
– Jeśli okażesz mi należyty szacunek to pomyślę.
– Ciekawe za co mam cię szanować!? Za to, że przetrzymujesz
mnie wbrew własnej woli w tej zapyziałej dziurze, która dąży do zostania szóstą
wielką nacją. Ciekawe za co? A tak w ogóle to weź odwołaj to cholerstwo znad
wioski, co?
– Coś mi się zdaje, że nie wyjdziesz stąd tak szybko jak
myślisz, Yuki – szepnął do mnie Yagami.
– Zamknij się – bąknęłam przez zaciśnięte wargi.
– Jesteś trudną osobą i na dodatek utrudniasz teraz sobie
i nam zadanie, wiesz?
– Yagami, skończ.
– Nic nie powiesz? – zapytała Suigen.
To co mówi Yagami jest prawdziwe.
– Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie – powiedziałam.
– Proszę, abyś rozpatrzyła moją prośbę wyjazdu do Konohy i uczestniczeniu w IV
Wielkiej Wojnie Shinobi, by pokazać moją wolę Ognia, mamo.
Ostatnie słowo u całego zebranego tutaj klanu Hyoozan i
pozostałych wywołało wielkie zaskoczenie. Suigen otrząsnęła się z tego jako
pierwsza. Wstała ze swojego miejsca u szczytu Sali i podeszła do mnie.
– Poproszę Kunai – powiedziała wyciągając do Yagamiego
dłoń. Po chwili rozcięła więzy na moich nadgarstkach i kostkach. – Daj mi dwa dni
na zastanowienie się, Musume-chan. Do tej pory każdy z was ma wkładać jak
najwięcej siły w trening przygotowawczy – powiedziała już do wszystkich. – Rozejść
się. Mie, Mai pokażcie naszym gościom ich pokoje.
Te dwa dni były największą męką jaką przeżyłam w mojej
egzystencji w prawdziwym świecie. To było nawet gorsze od pierwszych zakwasów
po pierwszym biegu na 1ooo metrów w gimnazjum. A myślałam, że gorzej się nie
da.
~ Yuki
~*~*~*~*~
Nie podobało się? To pech :3