No i w końcu jest kolejna notka. Miałam mały problem, bo sis mi nie pozwalała internetu dotykać, ale udało się. Proszę Uma :3
– Yuki. Wstawaj. – Usłyszałam
głos Takeshi’ego. – Jest dziesiąta, obudź się.
– Już nie śpię – powiedziałam,
uśmiechając się z zadowoleniem.
Przeciągnęłam się i otworzyłam
oczy.
– Nie pamiętam, kiedy ostatnio
tak dobrze spałam.
– To dzięki herbacie
Isane-san.
– Takeshi! – wrzasnęłam,
zakrywając się cienkim materiałem, pod którym spała, aż po szyję i szybko
usiadłam.
Odskoczył do tyłu.
– Coś się stało? – zapytał.
– Jestem w piżamie. Wyjdź
stąd! – krzyknęłam.
Jestem bardzo wstydliwa i
żaden chłopak nigdy nie widział mnie w piżamie i wolę żeby tak zostało. No
dobra, może poza młodszym bratem Zuzki, kiedy u nich spałam, ale tamten to
jeszcze dziecko.
– Wczoraj nie przeszkadzało ci
to, że widziałem twoją piżamę. Yoshiro zresztą też.
– Było ciemno, a pokój
oświetlały tylko światło laptopa i lamp naftowych. To nie wiele. Wyjdź –
powiedziałam to wściekłym głosem i rozkazującym, bardzo stanowczym tonem.
W wyrazie jego twarzy coś się
zmieniło, jakby coś w nim pękło. Zraniłam go tym tonem.
– Przepraszam, ja… Nie musisz
iść… – powiedziałam cicho i ze smutkiem w głosie. Ale było już za późno na
skruchę.
– Muszę, mam obowiązki.
Przebierz się w coś w czym mogą cię oglądać chłopcy. Za pół godziny śniadanie.
Przyjdziemy po was.
– Takeshi…
Podszedł do shoji, a ja szybko
wstałam i poszłam za nim, ale nie zdążyłam go zatrzymać, bo zasunął już shoji.
Oparłam głowę o drewnianą ramę drzwi. Stał na korytarzu i prawdopodobnie
opierał się o shoji plecami. Słyszałam jego oddech.
– Jestem w piżamie! –
wrzasnęła Zuzka ze swojego pokoju. – Ale cię zrysował.
– Zamknij się! –odkrzyknęłam w
odpowiedzi.
– Bo co? – zapytała, wchodząc
do mojego pokoju.
– W piżamie nie pokazuje się
publicznie.
– Rozumujesz jak barokowe
zgredy. Ale słuchaj tego – zaczęła, zanim odpowiedziałam na poprzednie zdanie.
– Wczoraj zasnęłaś u mnie na podłodze, bo za szybko wypiłaś dragi Oba-san Isane
i Takeshi zaniósł cię do twojego łóżka – powiedziała.
– Właśnie miałam się
zastanowić nad tym kiedy poszłam do siebie. Czekaj, czekaj… Co zrobił!?
– Zaniósł cię do łóżka –
powtórzyła.
– Nani o?
–Nie będę powtarzać trzeci
raz. A jak cię trzymał na rękach to powiedziałaś jego imię.
– N-nani!? – wrzasnęłam.
– A może to było inne imię? –
Zaczęła się zastanawiać. –Czekaj jak to brzmiało? Już jestem blisko. –Chciałam
coś powiedzieć, ale mnie uciszyła. – Szyy. No jak to brzmiał? – Po jej tonie
było słychać, że wiem o co chodzi, ale nie chce tego powiedzieć. – A no tak.
Yagami. No jak mogłam zapomnieć.
Yagami to ważna postać w mojej
części bloga. Nie powiem kim jest, bo nie doszłam jeszcze do tego pisząc
historię Yuki.
– Odczep się od Arity –
powiedziałam, naburmuszona. – To co w końcu powiedziałam?
– Nic. Wkręcałam cię. Twoja
mina teraz jest bezcenna.
– Menda.
– Niezła jesteś. Rozmawiamy po
japońsku, a ty zaraz po polsku mnie wyzywasz.
– Bo nie wiem jak „menda” jest
po japońsku.
– No i znowu po polsku.
Zaczęłyśmy się śmiać.
– Mogłaś użyć Baka, lub
Bakayarou.
– W sumie to tak.
Najzabawniejsze jest to, że
nadal mówiłyśmy po japońsku.
Po porannej toalecie, która
obu nam w sumie zajęła dwadzieścia parę minut, więc czekałyśmy jeszcze chwilę
na chłopców.
Zasmuciło mnie to, że
przyszedł tylko Yoshiro.
– A gdzie Takeshi? – zapytała
Zuzka.
– Zgodził się pomagać w
kuchni, bo Aimi, która do tej pory to robiła, zdaniem mojej babci jest zbyt
wolna i przez to tamta oparzyła sobie rękę wrzątkiem. I przez kilka dni rzadko
będzie stamtąd wychodził – wytłumaczył brązowowłosy.
Wyszliśmy z pokoju, a kiedy
byliśmy przy schodach zakręciło mi się w głowie.
– Julka, co ci jest? –
zapytała Zuza.
Przed oczami miałam to co
śniło mi się w nocy.
– To… to nic. Później ci
powiem.
Zeszliśmy na dół do jadalni.
Wszyscy już byli na miejscach.
– Ohayogozaimasu – przywitała
się Sumiko z uśmiechem, kiedy usiadłyśmy na swoich miejscach.
– Ohayo – powiedziała Zuza.
– Jak się spało? – zapytał
Daisuke.
– Czuję się wspaniale –
powiedziała Zuzka. – Te Futon są wspaniałe, prawda Yuki?
– Nani o? Ach, tak. Racja –
powiedziałam dość cicho.
– To dobrze – powiedział. –
Proszę jedzcie. Itadakimasu.
– Itadakimasu – powiedziała
Zuza i wzięła sobie kulkę ryżową z wodorostem.
– Itadakimasu – szepnęłam i
wzięła z koszyka bułkę z nadzieniem ananasowym, ale nie zaczęłam jeść.
Patrzyłam tylko na nią, ale jakbym jej nie dostrzegała.
– Yuki, coś się stało? –
zapytała Sumiko. – Jesteś przygnębiona.
– Ja… Nic mi nie jest. Miałam
tylko zły sen.
Zuza zerknęła na mnie kątem
oka, ale kiedy na nią spojrzałam ukryła zaniepokojenie, pod maską obojętności.
Żeby nie pomyśleli, że
przejmuję się głupim snem zjadłam ananasową bułkę, mimo że miałam ochotę
zwymiotować.
Kiedy po śniadaniu wróciłyśmy
na górę, poszłam do siebie i położyłam się na łóżku twarzą w poduszki. Zuzka
chwilę rozmawiała z Yoshiro, po czym przyszła do mnie i usiadła na brzegu
materaca.
– Kontynuacja wizji, prawda?
– Tak – powiedziałam w
poduszkę.
– Co? – zapytała.
Usiadłam i objęłam kolana
ramionami.
– Tak.
To co teraz powiem jest
naprawdę dziwne. Ja i Zuza jesteśmy jakby połączone. Znaczy się nasze mózgi.
Nie wiem jak to racjonalnie wytłumaczyć.
Kiedyś przyśniło mi się, że
miałam na sobie piękne kimono i spacerowałam pośród drzew Sakury. Zuzka też tam
była i też miała kimono. Po chwili na niebie pokazała się kometa, a później ona
spadła blisko nas. Nie było wybuchu, ale tam gdzie wylądowała stał blond włosy
chłopak z trzema długimi kreskami na każdym policzku. Miał pomarańczowo czarne
ubranie i piękne niebieskie oczy. To był niejaki Uzumaki Naruto, ale nie
narysowany, tylko prawdziwy. Taki jak my, a nie manga.
Następnego dnia okazało się,
że Zuzce śniło się to samo. I tak każda z nas co jakiś czas miała sen i
wydziała kontynuację czegoś w rodzaju przepowiedni. Tak na nią mówimy, bo jak
na razie to co nam się śniło spełnia się. Wiadomość od Kisiela, Wyjazd do
Japonii. Następne będzie cos gorszego.
– Walczyłyśmy.
– To już wiemy. Coś więcej? –
zapytała.
Z pokoju Zuzki zaczęła
dobiegać jakaś melodia.
– Co to za dźwięk? –
zapytałam.
– Ach to. Włączyłam laptop i Skype. Ktoś
dzwoni. Chodź, później dokończysz.
– Mhm.
Przeszłyśmy do jej pokoju i
położyłyśmy się na brzuchach na futonie.
– To Sayuri – powiedziała i
odebrała.
– Ohayo Sayuri – przywitałyśmy
się.
Sayuri to jedna z czytelniczek
naszego bloga i tak jak Zuzka uwielbia Sunagakure.
– Hej dziewczyny. Czy to są
Shoji? – zapytała, spoglądając ponad naszymi głowami.
– Tak – powiedziała Zuza. –
Musimy się przyznać, że nie posłuchałyśmy ciebie i…
–Jesteście w Japonii!? –
wrzasnęła. – Z jednej strony to fajnie, z drugiej to zabiję was, że mnie nie
zabrałyście, a z trzeciej to zginiecie, bo wam zabroniłam!
– Jakbyś mogła – powiedziałam.
– Wiem co się stało twojej siostrze, Sayuri, ale my rzadko się na siebie
gniewamy, nie Zuza?
– Tak, a jeśli już to tylko
przez chwilę. Przecież nie pozabijamy się. A Naruto na pewno tu się nie pojawi,
bo niby jak? To jest niemożliwe. A no właśnie. Julka miała sen. Opowiedz nam
go.
– Walczyły i Hana zaatakowała
Yuki kataną – zaczęłam – i chyba trafiła w serce. Nie wiem, bo zostałam
obudzona.
– Może chybiłam – powiedziała
Zuza.
–A z jakiego to było bliska? –
zapytała Sayuri.
– Może niecały metr? No, jakoś
tak.
– Z takiego bliska bym nie
chybiła – powiedziała Zuzka. – Ciotą nie jestem.
– Módlmy się, żebyś jednak
chybiła – powiedziała Sayuri.
– Jestem Ateistką –
powiedziałam. – Nie mam zamiaru się modlić do kogoś kto nie istnieje.
– A wierzysz w to, że możemy
się znaleźć w mandze?
– Dobra, już nie wiem w co
wierzyć.
Ktoś zapukał do drzwi.
– Hana, Yuki? Mogę wejść? –
zapytała Yoshiro zza shoji.
– Chwileczkę – zawołała Zuza,
po japońsku. – Musimy kończyć. Do zobaczenia, Sayu.
– Pa – powiedziałam, machając.
– Na razie – powiedziała
rozłączając się.
Zuza wyłączyła Skype, a potem
zamknęła laptopa.
– Wejdź Yoshiro – powiedziała.
Shoji się rozsunęły i wszedł
Yoshiro.
– Macie ochotę zagrać w Shogi
w ogrodzie? – zapytał, pokazując planszę.
– Jasne.