Dość dawno mnie tu nie było, zauważyłam :P
Założyłam nowy blog na podstawie tej historii i trochę się nim zajęłam, więc komene.
Założyłam nowy blog na podstawie tej historii i trochę się nim zajęłam, więc komene.
No ale zapraszam ;)
Po wymyśleniu dla wszystkich długich ciepłych płaszczy w
stylu Suny i spakowaniu ich do plecaków razem z arsenałem broni, tj. Kunaiami i
Shurikenami, na mapie świata Shinobi znaleźliśmy Kraj Lodu poniżej Kraju Rzek.
Gaara zostawił nam opis misji. Mieliśmy odebrać Yuki i pozostałych z portu w
Kraju Rzek po dwóch dniach od jutrzejszego poranka, ale jeżeli się nie zjawią
mamy wsiąść na statek kursujący do Kraju Lodu codziennie i popłynąć tam. Mam
nadzieję, że nie będziemy musieli marznąć otoczeni jakimiś górami lodowymi.
Podczas postojów w czasie wędrówki trenowaliśmy walkę w
ręcz i na dystans. Rzucaliśmy Kunaiami i Shurikenami i polowaliśmy na małe
zwierzęta, żeby mieć co jeść. Przyznam, że było to ohydne, kiedy Ichigo
zdzierała skórę z królików, które oberwały Kunaiami, ale gdy mięso już się
upiekło, wszyscy z chęcią zabraliśmy się do jedzenia, bo przez całą noc od
wyruszenia z wioski nic nie jedliśmy. Szkoda, że to nie był kurcacek, no ale w
końcu królik też dobry.
– Hana? – zapytała Ichigo.
– Hmm? – mruknęłam bo właśnie zajadałam mięsko.
– Ta księżniczka, którą będziemy eskortować to twoja
znajoma, prawda?
– Przyjaciółka – powiedziałam przełykając. – A co?
– Słyszałam, że klan Hyoozan jest tak samo zimy i groźny
jak góry lodowe otaczające ich kraj. Trzecia Koorikage jest podobno najgorsza z
nich. Niewiele osób mogło poznać tej klan. Podobno nawet mieszkańcy Koorigakure
nie widzieli jej na oczy.
– Dziwne – mruknął Yoshiro.
– Wiesz coś jeszcze? – zapytałam.
– Koorikage została mianowana na to stanowisko, jeszcze
za życia swojego ojca Hyoozan Eiji, drugiego Koorikage, ale po jego śmierci
około trzech lat temu zabroniła swoim Ninja wykonywać ich pracę i kazała żyć
jak zwykłym ludziom, a później kazała wszystkim mówić do siebie Hime. Nie
pozwala używać słowa Koorikage, bo zostaje się za to karanym.
– Kazała na siebie mówić Hime? – zdziwiła się Sayuri. –
Czyli nie jest prawdziwą księżniczką?
– Jest. W Kraju Lodu jako jednym z krajów Królewski klan
jest też patronem wioski Ninja. Wiem, że nie mają nawet Pana Feudalnego, bo ich
klan jest jak trzy w jednym. Ninja jako obrońcy, królewski ród i bogaty klan,
który inwestuje w wioskę. Kiedyś odkryto, że pierwszy Koorikage robił
eksperymenty na swojej córce przez co zmarła, ale gdy jego syn ożenił się i
urodził mu się syn a później córka, obecna Koorikage to zaczął na niej robić
eksperymenty i podobno teraz potrafi używać Kekei Genkai jakiegoś klanu, ale
nie wiem jakiego i Elementu Kryształu.
– Jednym słowem: Psychopatka – podsumowałam.
Zaczęliśmy się śmiać, ale w końcu radosny śmiech
przerodził się w nerwowy chichot. Każdy z nas zdawał sobie sprawę z tego jak
była silna Guren z Elementem Kryształu. A co do tego Kekei Genkai to mam
nadzieję, że to nie to które miał Haku, bo wtedy to już mamy przerąbane.
– W zasadzie to ona jest chora – powiedziała Ichigo,
przerywając ciszę. – Piąta Hokage to stwierdziła, nie pamiętacie? Ale Ohime
Suigen została Koorikage rok przed tym, więc dopóki jej najstarszy syn nie
osiągnie odpowiedniego poziomu siły to nie ma co liczyć na leczenie tej, jak
powiedziałaś Hana, psychopatki.
– Co ta Yuki sobie myślała tak to planując? – zapytał
Onri. – Znam wiele durnych osób…
– Między innymi ty – wtrąciłam.
– … ale tak głupiej jak ona to jeszcze nie znałem.
– Moim zdaniem niezwykłe jest to, że wymyśliła własną
wioskę, klan i w ogóle to wszystko – powiedziała Sayuri. – Nie żebyś ty Hana
się nie starała, czy coś, bo nasze outfity są idealne, ale…
– Ona nie wiedziała, że możemy się przenieść do jakiejś
mangi – powiedziałam odrzucając na bak patyk, na którym piekł się królik. –
Ukrywałam to przed nią, a wiedziałam że możemy. Pamiętam jak kiedyś zapytała
mnie, gdybym mogła się przenieść do jakiegoś anime to jakie bym wybrała, to
było po tym jak już wróciłam z Accel World…
– Hana… – zaczął Yoshi.
– Onri powinien wiedzieć – powiedziałam.
– Dobrze, ale ja to opowiem.
– Jak chcesz.
– Ja pomogę – powiedziała Sayuri.
– Idę nad rzekę, trochę się odświeżyć – powiedziała
Ichigo. – Nee-san pilnuj, żeby Doku za mną nie lazł.
– Jasne – powiedziała fioletowowłosa.
Podoba mi się to, że kiedy mówimy o czymś związanym z
sprawami, o których nie mają tutaj pojęcia, to postacie wymyślone nic nie
mówią, bo są jakby głuche na te słowa.
– To było… – Yoshiro opowiedział wszystko po kolei,
omijając mniej istotne szczegóły. – To tam właśnie się poznaliśmy – zakończył.
– Jest tylko taki jeden myk, Onri – powiedziała Sayuri.
– Jaki?
– Na końcu, zawsze jest bitwa – powiedziałam. – Nie wiemy
co się dzieje z tymi, którzy zostają zabici, ale miejmy nadzieję, że nic
strasznego.
– Ale jak? – zapytał. – To było kilka miesięcy temu, ale
nie pamiętam, żeby cię dłużej w domu nie było.
– Można powiedzieć, że tak jak teraz jesteśmy tu w takich
ciałach to te nasze prawdziwe są w prawdziwym świecie, ale zostały zatrzymane w
czasie. Dla nas cały tamten czas stoi, więc kiedy wrócimy będziemy w te samej
sytuacji, w której zniknęliśmy.
– Siedziałem przy komputerze, kiedy zobaczyłem takie
bardzo jasne światło, które jakby sprawiało mi ból, a kiedy już zrobiło się
normalnie to zobaczyłem przed sobą Sunę i niedaleko stojącą Sayuri.
– A tak w ogóle to skąd możesz wiedzieć, czy byłam w
domu, czy nie skoro mieszkasz w Wielkiej Brytanii z mamą, a ja w Polsce z tatą.
– Przecież rozmawiasz z mamą przez Skype.
No i tu gówniarz ma racje, bo tamtego dnia rozmawiałam z
nimi trzy razy.
– Sayuri idź po Ichigo – powiedział Yoshiro. – Zanim
zrobi się ciemno powinniśmy przejść jeszcze spory kawałek, żeby zdążyć do Kraju
Fal na czas.
– Okey – powiedziała wstając.
Przed nocą pokonaliśmy znaczny kawałek trasy. Do Kraju
Fal zostało nam tylko kilka godzin wędrówki, więc trzecią noc misji będziemy
mogli spędzić w ciepłych futonach w jakimś hotelu, o ile tak owy tam się
znajduje.
Po zmroku zatrzymaliśmy się na polanie w jakimś lesie.
Rozpaliliśmy ogień i poszliśmy spać. Yoshiro wziął pierwszą wartę.
Nie mogłam spać tej nocy. Obie Hoshi i Onri smacznie
chrapali, a ja patrzyłam na rozgwieżdżone niebo otoczone ramką drzew, rosnących
wokoło polany. Leżałam na plecach z założonymi na karku rękoma.
Ta cisza w lesie mnie dobijała. Ogień już dawno się
wypalił, został po nim tylko popiół i trochę żaru. Spojrzałam na prowizoryczne
palenisko, a wiatr, który właśnie się zerwał rozwiał popiół.
Podniosłam się z ziemi i zaczęłam szukać Yoshiro.
Siedział na gałęzi jednego z drzew rosnących na klifie, oparty o jego pień,
kilkadziesiąt metrów od obozu. Skoczyłam na gałąź i wylądowałam w przysiadzie
jak żaba.
– Co tu robisz? – zdziwił się Yoshiro. – Myślałem, że
śpisz.
– No właśnie nie mogę – powiedziałam i zwiesiłam nogi z
gałęzi. – I tak poza tym to zimno się zrobiło.
Objęłam się rękoma i potarłam nimi ramiona.
– Chodź do mnie – powiedział Yoshi po chwili, wyciągając
do mnie ramiona.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym podeszłam, żeby się
przytulić. Kiedy tak siedzieliśmy od razu zrobiło mi się cieplej. Zamknęłam
oczy i cicho prychnęłam.
– Co? – zapytał Yoshi.
– Nic. Fajnie tak.
– Brakowało tego, nie?
– Mhm – mruknęłam.
– Spójrz na południe – powiedział po kilku minutach. – Na
sam horyzont. Co tam widzisz?
– To morze? – zapytałam, wychylając głowę.
– Tak.
– A więc jesteśmy bliżej nie myśleli…
– Ćśśś – syknął Yoshi i zasłonił mi usta dłonią.
Po chwili usłyszałam to, czego tak nasłuchiwał. Były to
czyjeś głosy. Rozmowa. Dwie osoby. Mężczyźni. Jeden z głosów był bardzo dobrze
mi znany, a drugi chodź mniej to i tak utkwił w pamięci od momentu, w którym
pierwszy raz go usłyszałam.
Głosy stawały się coraz głośniejsze i wyraźniejsze.
– To brutalne w jaki sposób chcesz zdobyć Wieczny
Mangekyou Sharingan – mówił ten drugi głos.
– Podobno jesteś Uchiha – powiedział ten pierwszy. – Więc
ten sposób jest ci znany. Muszę tylko zawiadomić ją co robię i chcę, żeby do
mnie przybyła. Wie gdzie jest ta kryjówka, więc muszę tylko wysłać jej
zakodowaną wiadomość.
– Dlaczego chcesz ją zawiadomić? Czyżbyś już zapomniał,
że cię zdradziła, Sasuke?
– Nie zdradziła. Chce bronić wioskę.
– Powiedziała ci, że nie zawaha się cię zabić, jeśli
spróbujesz tknąć Konohagakure.
– Nie było cię przy tym Madara, więc nie wiesz co mi
powiedziała. Wiem, że Yuki zawsze będzie chciała mi pomóc, nawet wtedy, gdy
zniszczę Konohę.
– Moim zdaniem ciągle bardziej od ciebie lubi Itachiego.
– Kogo obchodzi twoje zdanie.
– Jak zwykle…
Więcej nie usłyszeliśmy, bo głosy ucichły gdzieś w dali.
– Oni… Mówili o Yuki? Tej Yuki? – zapytał Yoshi.
– A znasz tu jakąś inną Yuki? – szepnęłam. – Przecież oni
są kuzynostwem.
– Sasuke chce zdobyć Wieczny Mangekyou? To znaczy, że
jest już po tej walce z Danzo, gdzie Sakura prawie została zabita, gdyby nie
Naruto.
– Płakałam, kiedy jej nie zabił – powiedziałam.
– Czemu?
– Bo jej nie lubię.
– Mi się podoba.
– Przecież to tylko kilka połączonych kresek i kolorowych
plam – powiedziałam odsuwając się od niego.
– Kilka takich kresek i plam tworzy coś tak pięknego jak
Manga – powiedział i złapał kosmyk moich włosów.
– Jak to powiedział Dean. To nie jest bajka, Anime to forma
sztuki.
– Kto powiedział?
– Dean z SN. Mówiłam ci, że uwielbiam ten serial.
– Tak jak Naruto i kurcacki.
– Dokładnie.
Zaśmiał się.
Postanowiliśmy nie mówić naszym towarzyszom co
usłyszeliśmy w nocy.
Z samego rana wyruszyliśmy i już po dwóch godzinach
dotarliśmy do Mostu Wielkiego Naruto, a po nim przeszliśmy do Kraju Fal.
Zatrzymaliśmy się dokładnie tak gdzie drużyna siódma na swojej pierwszej misji
rangi C. Jak na ironię w wiosce spotkaliśmy Tsunami, córkę Tazuny budowniczego
mostów, który aktualnie znajdował się w Wiosce Liścia i pomagał ją odbudować.
– Hej! – zawołał ktoś, gdy kupowaliśmy coś do
przekąszenia.
Odwróciłam się tam skąd dobiegł dźwięk. W naszą stronę
szła Tsunami.
– Ohayo, wy jesteście Shinobi Pisku? – zapytała, kiedy w
końcu do nas podbiegła.
– Tak – powiedział Yoshiro. – Jak widać. – Tu wskazał na
swój ochraniacz.
– Jak dobrze. Już od dłuższego czasu was szukam. Nazywam się
Tsunami. Dostałam wiadomość od Kazekage z prośbą o udzielenie wam schronienia,
a więc proszę ze mną.
Onri zapłacił za jedzenie i w końcu ruszyliśmy.
– Wszyscy jesteście tacy młodzi – powiedziała Tsunami. –
Gdzie wasz Sensei? – zapytała.
– Ja jestem Jouninem. Toyotomi Yoshiro. Przewodzę tej
drużynie.
– Och. Jesteście przyjaciółmi Naruto, prawda? – zapytała.
– Tak.
– A co do kursu do Kraju Lodu to statek odpłynął
kilkanaście minut temu, więc już niestety za późno. Ale mieliście się tutaj
zjawić wieczorem – powiedziała Tsunami. – Chyba w ogóle nie spaliście co? Żeby
tak szybko tu dotrzeć?
– Mieliśmy wyruszyć wczoraj rano, to prawda – przyznałam –
ale postanowiliśmy rozpocząć naszą misję gdy tylko się dowiedzieliśmy.
– Rozumiem.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy do domu Tsunami.
– Czujcie się jak u siebie w domu.
Tsunami przez cały dzień zapewniała nam to czego
potrzebowaliśmy, a my pomagaliśmy jej w sprzątaniu i innych domowych sprawach.
W międzyczasie trenowaliśmy i wykonywaliśmy różne Ninjowskie rzeczy. Jak na
razie żadne z nas nie odważyło się wykonać żadnego Jutsu. Przyznam, że mnie to
trochę przerażało. Dużo bardziej niż to co robiliśmy w Accel World. Świt gier i
w ogóle…
Tej nocy także nie mogłam spać. Nie wiem, może dlatego,
że w Naruto rzadko jest się zmęczonym. Yoshiro także nie spał. Razem siedząc na
dachu domu rozmawialiśmy o Sasuke i Yuki. Oboje byliśmy ciekawi co ona zrobi.
Czy odważy się przeszczepić sobie oczy Sasuke.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jak nie będziecie komentować to ukatrupię :D
Wystarczyłby tylko jeden komentarz od jednej osoby, żebym wiedziała ilu mam czytelników, bo wiem o dwóch i jednym niespodziewanym XD