środa, 18 grudnia 2013

Problemy w podróży...?



 Dość dawno mnie tu nie było, zauważyłam :P
Założyłam nowy blog na podstawie tej historii i trochę się nim zajęłam, więc komene.
No ale zapraszam ;)


Po wymyśleniu dla wszystkich długich ciepłych płaszczy w stylu Suny i spakowaniu ich do plecaków razem z arsenałem broni, tj. Kunaiami i Shurikenami, na mapie świata Shinobi znaleźliśmy Kraj Lodu poniżej Kraju Rzek. Gaara zostawił nam opis misji. Mieliśmy odebrać Yuki i pozostałych z portu w Kraju Rzek po dwóch dniach od jutrzejszego poranka, ale jeżeli się nie zjawią mamy wsiąść na statek kursujący do Kraju Lodu codziennie i popłynąć tam. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli marznąć otoczeni jakimiś górami lodowymi.
Podczas postojów w czasie wędrówki trenowaliśmy walkę w ręcz i na dystans. Rzucaliśmy Kunaiami i Shurikenami i polowaliśmy na małe zwierzęta, żeby mieć co jeść. Przyznam, że było to ohydne, kiedy Ichigo zdzierała skórę z królików, które oberwały Kunaiami, ale gdy mięso już się upiekło, wszyscy z chęcią zabraliśmy się do jedzenia, bo przez całą noc od wyruszenia z wioski nic nie jedliśmy. Szkoda, że to nie był kurcacek, no ale w końcu królik też dobry.
– Hana? – zapytała Ichigo.
– Hmm? – mruknęłam bo właśnie zajadałam mięsko.
– Ta księżniczka, którą będziemy eskortować to twoja znajoma, prawda?
– Przyjaciółka – powiedziałam przełykając. – A co?
– Słyszałam, że klan Hyoozan jest tak samo zimy i groźny jak góry lodowe otaczające ich kraj. Trzecia Koorikage jest podobno najgorsza z nich. Niewiele osób mogło poznać tej klan. Podobno nawet mieszkańcy Koorigakure nie widzieli jej na oczy.
– Dziwne – mruknął Yoshiro.
– Wiesz coś jeszcze? – zapytałam.
– Koorikage została mianowana na to stanowisko, jeszcze za życia swojego ojca Hyoozan Eiji, drugiego Koorikage, ale po jego śmierci około trzech lat temu zabroniła swoim Ninja wykonywać ich pracę i kazała żyć jak zwykłym ludziom, a później kazała wszystkim mówić do siebie Hime. Nie pozwala używać słowa Koorikage, bo zostaje się za to karanym.
– Kazała na siebie mówić Hime? – zdziwiła się Sayuri. – Czyli nie jest prawdziwą księżniczką?
– Jest. W Kraju Lodu jako jednym z krajów Królewski klan jest też patronem wioski Ninja. Wiem, że nie mają nawet Pana Feudalnego, bo ich klan jest jak trzy w jednym. Ninja jako obrońcy, królewski ród i bogaty klan, który inwestuje w wioskę. Kiedyś odkryto, że pierwszy Koorikage robił eksperymenty na swojej córce przez co zmarła, ale gdy jego syn ożenił się i urodził mu się syn a później córka, obecna Koorikage to zaczął na niej robić eksperymenty i podobno teraz potrafi używać Kekei Genkai jakiegoś klanu, ale nie wiem jakiego i Elementu Kryształu.
– Jednym słowem: Psychopatka – podsumowałam.
Zaczęliśmy się śmiać, ale w końcu radosny śmiech przerodził się w nerwowy chichot. Każdy z nas zdawał sobie sprawę z tego jak była silna Guren z Elementem Kryształu. A co do tego Kekei Genkai to mam nadzieję, że to nie to które miał Haku, bo wtedy to już mamy przerąbane.
– W zasadzie to ona jest chora – powiedziała Ichigo, przerywając ciszę. – Piąta Hokage to stwierdziła, nie pamiętacie? Ale Ohime Suigen została Koorikage rok przed tym, więc dopóki jej najstarszy syn nie osiągnie odpowiedniego poziomu siły to nie ma co liczyć na leczenie tej, jak powiedziałaś Hana, psychopatki.
– Co ta Yuki sobie myślała tak to planując? – zapytał Onri. – Znam wiele durnych osób…
– Między innymi ty – wtrąciłam.
– … ale tak głupiej jak ona to jeszcze nie znałem.
– Moim zdaniem niezwykłe jest to, że wymyśliła własną wioskę, klan i w ogóle to wszystko – powiedziała Sayuri. – Nie żebyś ty Hana się nie starała, czy coś, bo nasze outfity są idealne, ale…
– Ona nie wiedziała, że możemy się przenieść do jakiejś mangi – powiedziałam odrzucając na bak patyk, na którym piekł się królik. – Ukrywałam to przed nią, a wiedziałam że możemy. Pamiętam jak kiedyś zapytała mnie, gdybym mogła się przenieść do jakiegoś anime to jakie bym wybrała, to było po tym jak już wróciłam z Accel World…
– Hana… – zaczął Yoshi.
– Onri powinien wiedzieć – powiedziałam.
– Dobrze, ale ja to opowiem.
– Jak chcesz.
– Ja pomogę – powiedziała Sayuri.
– Idę nad rzekę, trochę się odświeżyć – powiedziała Ichigo. – Nee-san pilnuj, żeby Doku za mną nie lazł.
– Jasne – powiedziała fioletowowłosa.
Podoba mi się to, że kiedy mówimy o czymś związanym z sprawami, o których nie mają tutaj pojęcia, to postacie wymyślone nic nie mówią, bo są jakby głuche na te słowa.
– To było… – Yoshiro opowiedział wszystko po kolei, omijając mniej istotne szczegóły. – To tam właśnie się poznaliśmy – zakończył.
– Jest tylko taki jeden myk, Onri – powiedziała Sayuri.
– Jaki?
– Na końcu, zawsze jest bitwa – powiedziałam. – Nie wiemy co się dzieje z tymi, którzy zostają zabici, ale miejmy nadzieję, że nic strasznego.
– Ale jak? – zapytał. – To było kilka miesięcy temu, ale nie pamiętam, żeby cię dłużej w domu nie było.
– Można powiedzieć, że tak jak teraz jesteśmy tu w takich ciałach to te nasze prawdziwe są w prawdziwym świecie, ale zostały zatrzymane w czasie. Dla nas cały tamten czas stoi, więc kiedy wrócimy będziemy w te samej sytuacji, w której zniknęliśmy.
– Siedziałem przy komputerze, kiedy zobaczyłem takie bardzo jasne światło, które jakby sprawiało mi ból, a kiedy już zrobiło się normalnie to zobaczyłem przed sobą Sunę i niedaleko stojącą Sayuri.
– A tak w ogóle to skąd możesz wiedzieć, czy byłam w domu, czy nie skoro mieszkasz w Wielkiej Brytanii z mamą, a ja w Polsce z tatą.
– Przecież rozmawiasz z mamą przez Skype.
No i tu gówniarz ma racje, bo tamtego dnia rozmawiałam z nimi trzy razy.
– Sayuri idź po Ichigo – powiedział Yoshiro. – Zanim zrobi się ciemno powinniśmy przejść jeszcze spory kawałek, żeby zdążyć do Kraju Fal na czas.
– Okey – powiedziała wstając.
Przed nocą pokonaliśmy znaczny kawałek trasy. Do Kraju Fal zostało nam tylko kilka godzin wędrówki, więc trzecią noc misji będziemy mogli spędzić w ciepłych futonach w jakimś hotelu, o ile tak owy tam się znajduje.
Po zmroku zatrzymaliśmy się na polanie w jakimś lesie. Rozpaliliśmy ogień i poszliśmy spać. Yoshiro wziął pierwszą wartę.
Nie mogłam spać tej nocy. Obie Hoshi i Onri smacznie chrapali, a ja patrzyłam na rozgwieżdżone niebo otoczone ramką drzew, rosnących wokoło polany. Leżałam na plecach z założonymi na karku rękoma.
Ta cisza w lesie mnie dobijała. Ogień już dawno się wypalił, został po nim tylko popiół i trochę żaru. Spojrzałam na prowizoryczne palenisko, a wiatr, który właśnie się zerwał rozwiał popiół.
Podniosłam się z ziemi i zaczęłam szukać Yoshiro. Siedział na gałęzi jednego z drzew rosnących na klifie, oparty o jego pień, kilkadziesiąt metrów od obozu. Skoczyłam na gałąź i wylądowałam w przysiadzie jak żaba.
– Co tu robisz? – zdziwił się Yoshiro. – Myślałem, że śpisz.
– No właśnie nie mogę – powiedziałam i zwiesiłam nogi z gałęzi. – I tak poza tym to zimno się zrobiło.
Objęłam się rękoma i potarłam nimi ramiona.
– Chodź do mnie – powiedział Yoshi po chwili, wyciągając do mnie ramiona.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym podeszłam, żeby się przytulić. Kiedy tak siedzieliśmy od razu zrobiło mi się cieplej. Zamknęłam oczy i cicho prychnęłam.
– Co? – zapytał Yoshi.
– Nic. Fajnie tak.
– Brakowało tego, nie?
– Mhm – mruknęłam.
– Spójrz na południe – powiedział po kilku minutach. – Na sam horyzont. Co tam widzisz?
– To morze? – zapytałam, wychylając głowę.
– Tak.
– A więc jesteśmy bliżej nie myśleli…
– Ćśśś – syknął Yoshi i zasłonił mi usta dłonią.
Po chwili usłyszałam to, czego tak nasłuchiwał. Były to czyjeś głosy. Rozmowa. Dwie osoby. Mężczyźni. Jeden z głosów był bardzo dobrze mi znany, a drugi chodź mniej to i tak utkwił w pamięci od momentu, w którym pierwszy raz go usłyszałam.
Głosy stawały się coraz głośniejsze i wyraźniejsze.
– To brutalne w jaki sposób chcesz zdobyć Wieczny Mangekyou Sharingan – mówił ten drugi głos.
– Podobno jesteś Uchiha – powiedział ten pierwszy. – Więc ten sposób jest ci znany. Muszę tylko zawiadomić ją co robię i chcę, żeby do mnie przybyła. Wie gdzie jest ta kryjówka, więc muszę tylko wysłać jej zakodowaną wiadomość.
– Dlaczego chcesz ją zawiadomić? Czyżbyś już zapomniał, że cię zdradziła, Sasuke?
– Nie zdradziła. Chce bronić wioskę.
– Powiedziała ci, że nie zawaha się cię zabić, jeśli spróbujesz tknąć Konohagakure.
– Nie było cię przy tym Madara, więc nie wiesz co mi powiedziała. Wiem, że Yuki zawsze będzie chciała mi pomóc, nawet wtedy, gdy zniszczę Konohę.
– Moim zdaniem ciągle bardziej od ciebie lubi Itachiego.
– Kogo obchodzi twoje zdanie.
– Jak zwykle…
Więcej nie usłyszeliśmy, bo głosy ucichły gdzieś w dali.
– Oni… Mówili o Yuki? Tej Yuki? – zapytał Yoshi.
– A znasz tu jakąś inną Yuki? – szepnęłam. – Przecież oni są kuzynostwem.
– Sasuke chce zdobyć Wieczny Mangekyou? To znaczy, że jest już po tej walce z Danzo, gdzie Sakura prawie została zabita, gdyby nie Naruto.
– Płakałam, kiedy jej nie zabił – powiedziałam.
– Czemu?
– Bo jej nie lubię.
– Mi się podoba.
– Przecież to tylko kilka połączonych kresek i kolorowych plam – powiedziałam odsuwając się od niego.
– Kilka takich kresek i plam tworzy coś tak pięknego jak Manga – powiedział i złapał kosmyk moich włosów.
– Jak to powiedział Dean. To nie jest bajka, Anime to forma sztuki.
– Kto powiedział?
– Dean z SN. Mówiłam ci, że uwielbiam ten serial.
– Tak jak Naruto i kurcacki.
– Dokładnie.
Zaśmiał się.
Postanowiliśmy nie mówić naszym towarzyszom co usłyszeliśmy w nocy.

Z samego rana wyruszyliśmy i już po dwóch godzinach dotarliśmy do Mostu Wielkiego Naruto, a po nim przeszliśmy do Kraju Fal. Zatrzymaliśmy się dokładnie tak gdzie drużyna siódma na swojej pierwszej misji rangi C. Jak na ironię w wiosce spotkaliśmy Tsunami, córkę Tazuny budowniczego mostów, który aktualnie znajdował się w Wiosce Liścia i pomagał ją odbudować.
– Hej! – zawołał ktoś, gdy kupowaliśmy coś do przekąszenia.
Odwróciłam się tam skąd dobiegł dźwięk. W naszą stronę szła Tsunami.
– Ohayo, wy jesteście Shinobi Pisku? – zapytała, kiedy w końcu do nas podbiegła.
– Tak – powiedział Yoshiro. – Jak widać. – Tu wskazał na swój ochraniacz.
– Jak dobrze. Już od dłuższego czasu was szukam. Nazywam się Tsunami. Dostałam wiadomość od Kazekage z prośbą o udzielenie wam schronienia, a więc proszę ze mną.
Onri zapłacił za jedzenie i w końcu ruszyliśmy.
– Wszyscy jesteście tacy młodzi – powiedziała Tsunami. – Gdzie wasz Sensei? – zapytała.
– Ja jestem Jouninem. Toyotomi Yoshiro. Przewodzę tej drużynie.
– Och. Jesteście przyjaciółmi Naruto, prawda? – zapytała.
– Tak.
– A co do kursu do Kraju Lodu to statek odpłynął kilkanaście minut temu, więc już niestety za późno. Ale mieliście się tutaj zjawić wieczorem – powiedziała Tsunami. – Chyba w ogóle nie spaliście co? Żeby tak szybko tu dotrzeć?
– Mieliśmy wyruszyć wczoraj rano, to prawda – przyznałam – ale postanowiliśmy rozpocząć naszą misję gdy tylko się dowiedzieliśmy.
– Rozumiem.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy do domu Tsunami.
– Czujcie się jak u siebie w domu.
Tsunami przez cały dzień zapewniała nam to czego potrzebowaliśmy, a my pomagaliśmy jej w sprzątaniu i innych domowych sprawach. W międzyczasie trenowaliśmy i wykonywaliśmy różne Ninjowskie rzeczy. Jak na razie żadne z nas nie odważyło się wykonać żadnego Jutsu. Przyznam, że mnie to trochę przerażało. Dużo bardziej niż to co robiliśmy w Accel World. Świt gier i w ogóle…
Tej nocy także nie mogłam spać. Nie wiem, może dlatego, że w Naruto rzadko jest się zmęczonym. Yoshiro także nie spał. Razem siedząc na dachu domu rozmawialiśmy o Sasuke i Yuki. Oboje byliśmy ciekawi co ona zrobi. Czy odważy się przeszczepić sobie oczy Sasuke.

piątek, 15 listopada 2013

Decyzje


Proszę notkę dodaną w nocy po północy, dla której jedna z czytelniczek mnie zaatakowała, a później się mnie zbok jeden przytulała i nie chciała póścić. Nigdy nie zapomnę tego twojego tonu, Uma -,- .
I już więcej mnie nie atakuj, żebym dodała notkę, bo usunę bloga :P To je groźba :D.

Udałyśmy się tam skacząc po pochyłych dachach budynków.
Statek Konohy był zacumowany tam gdzie go sobie wymyśliłam. Szkoda tylko, że nie wymyśliłam dla Shinju i Ookami odpowiednich strojów ninja. Gdy je znów zobaczyłam nie miały już na sobie pidżam. Shinju miała na sobie brązową przylegającą bluzkę za szerokich ramiączkach z kołnierzykiem, granatowe spodenki za kolano i brązową przepaską zakrywającą lewe udo. Jej ręce zakrywały brązowe rękawiczki bez palców sięgające połowy ramienia. Ochraniacz miała zawiązany na szyi. Ookami miała siwą sukienkę na długi rękaw z marszczoną spódnicą z tyłu do zgięć kolan a z przodu do połowy ud z fioletowymi wykończeniami i czarne spodenki. Ochraniacz przewiązała w talii.
– Całkiem całkiem te wasze Ninja wdzianka – powiedziałam, kiedy z Umą stanęłyśmy na pokładzie statku.
– To dlatego, że innych się nie dało wymyślić – powiedziała Shinju.
– Co za bezguście to malowało? – zapytała Ookami.
– Mężczyzna. A kiedy mężczyzna rysuje, to zwykle jest fantastyczna i ludzie w niej mają stroje odpowiadające temu o czym dana Manga jest – wytłumaczyłam.
– A jak dziewczyna ma ładne ciuchy to znaczy, że facet albo kopiuje je skądś, albo bawi się w Yaoi – dodała Uma.
– Z-że Ge-je? – jąknęła Ookami.
– Kto z wami jest? – zapytałam, żeby nie drążyły tematu, bo nie znoszę jak ktoś o tym gada.
– Kilku Chuninów, załoga statku… – zaczęła Shinju.
– A Mi…
– Yuki! – wrzasnęła…
– Miyoko! O cholera, ona jest wcieleniem mojej starszej plastikowej siostry – szepnęłam do tamtych.
– Yuki, Yuki, Yuki, Yuki, Yuki! – wrzeszczała. – Jak ja cię dawno nie widziałam.
Podbiegła do mnie tak szybko, że nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy mnie objęła i przytuliła mocno do siebie.
To nie ona. Moja sis nigdy by mnie nie przytuliła. Ale fakt dawno się nie widziałyśmy, bo ona pracuje kilkaset kilometrów od naszego domu i przyjeżdża tylko na święta.
– Mi-yoko – jęknęłam. – Puść mnie.
– No wiesz! Nie widziałam cię odkąd Naruto wrócił do domu.
Przewróciłam oczami.
– Przyjechałaś, żeby przekonać Hime Suigen, żeby pozwoliła mi płynąć z wami? – zapytałam, ale Miyoko się nie odezwała. – No powiedz. Proszę – dodałam po chwili.
– Noo… – powiedziała z ociąganiem. – W sumie to tak, ale ONE w tym nie uczestniczyły. – Wskazała na Ookami i Shinju. – A tak w ogóle to cześć Uma.
– He-hej? – przywitała się Uma. – Kto to jest? W sensie, że tu, nie u nas – szepnęła do mnie.
– Sensei drużyny szóstej z Konohagakure, czyli mojej, Hatake Miyoko – wytłumaczyłam. – Ale nie mów do niej Sensei.
– Dlaczego?
– Bo czuje się staro.
– To co idziemy do Hime Suigen? – zapytał i ruszyła w kierunku pałacu.
Z tego miejsca górował nad całą wioską, wielki, piękny i okazały. Władca innych drobniejszych i mniej zdobionych domów.
– Nie – powiedziałam.
Yagami nagle poczuł silną potrzebę zobaczenia Yuki. Przy okazji przypałętały się do niego jego dwie siostry.
– Idziemy tam. – Wskazałam na statek Konohy.
– Ale tak nie można. Wież przecież, że twoja matka obiecała, każdemu kto pomoże ci wyjść z wioski bez jej zgody zostanie ukarany.
– To psychopatka, a nie moja matka.
Moja prawdziwa mama jest tak bombowa, że krzyczy na mnie tylko jak siedzę od rana do… w zasadzie kolejnego ranka przy komputerze. Nie krzyczy nawet jak jestem zagrożona z kilku przedmiotów na miesiąc przed zakończeniem roku szkolnego.
Wskoczyłam na pokład statku.
– Jak ja uwielbiam być Ninja – powiedziałam do siebie z uśmiechem.
– Yuki! – zawołała Miyoko, wskakując z pozostałymi na pokład statku. Niezadowolenie w jej głosie mieszało się z obawą przed Koorikage. – Dlaczego ty mnie nigdy nie słuchasz?
– No wiesz, Uchiha – powiedziałam. – Powinnaś się przyzwyczaić.
Prychnęła.
– Ty nie jesteś jak inni Uchiha.
Pokazałam jej język.
– Hej, co tu się dzieje?
Na scenę wkroczyli Yagami, Suzume i Sasaki.
On miał na sobie czarne długie spodnie z nogawkami schowanymi w czarne buty z szeroką cholewką. U góry miał szafirową przylegająca bluzkę bez rękawów i wysokim kołnierzem.
Suzume miała szmaragdową spódniczkę, biały szeroki top z długimi rękawami, a na nogach miała czarne sięgające za kolano buty.
Sasaki założyła amarantową sukienkę podobną do tej granatowej Miyoko (opisanej w Josei Shujinko dop. Aut.), była obcisła u dołu i szeroka u góry jak tamta, ale zamiast jednego szerokiego rękawa miała cienkie ramiączka. Na ramionach miała białe futerkowe bolerko na krótki rękaw, a na nogach buty jak starsza siostra i w tym samym kolorze.
– Nic nie jest – powiedziałam.
Zastanawiam się czy już to mówiłam, ale wydaje mi się, że nie więc powiem: Niech wiedzą o swoich postaciach i o tym co powinni, bo mi się nie chce tego tłumaczyć.
– Dobra, kto pomoże mi zaciągnąć Yuki do Hime Suigen? – zapytała Miyoko.
Moje ręce same zareagowały. Świnia, Koń, Smok, Wół i Tygrys – takie wykonały pieczęci.
– Kirishisen no Jutsu – powiedziałam i zakryłam moją „mgłą” wszystkich, którzy byli wokoło przed oczami klanu Hyoozan. – Teraz ani słowa. Nie pytajcie, czemu. Po prostu nic nie mówcie. Cofnijcie się.
Po chwili na pokład weszła Yukiko, a za nią Aimi.
– Yuki – zaczęła Yukiko. – Ohime-sama nie wyraziła zgody na opuszczenie przez ciebie wioski. Masz niezwłocznie wrócić do pałacu i ją przeprosić.
– W Sachiego się bawisz? – zapytałam. – Nigdzie się stąd nie ruszę, bo natychmiast muszę się znaleźć w Konohagakure.
– Ohime-sama najpierw musi wyrazić na to zgodę. A jak wszyscy wiedzą jeszcze jej nie…
– Yukiko? – zaczęła Aimi. – Gdzie oni wszyscy są?
– Oni? – zdziwiła się Yukiko i rozejrzała się dookoła. – Właśnie. Gdzie jest Uma i pozostali? Twoja Sensei i drużyna. No i Yagami i jego siostry, bo widzieliśmy, że biegli w tę stronę.
– Ale, że w sensie, że co? – zapytałam szybko, dokładnie tak jak Kurczak Mały.
– No bo oni tu byli…
– A nie – powiedziałam.
– No ale przecież…
– Yym – mruknęłam i pokręciłam głową.
– Ale na pewno?
– No ta…
Yukiko i Aimi popatrzyły po sobie zdziwione.
– To co? Ja sobie płynę do Konohy, a wy mówicie mamie, że mnie nie widziałyście, tak? To pa.
Popchnęłam je, przez co wypadły za burtę, ale na nieszczęście wylądowały na plaży, przy samej wodzie. Spojrzałam na nie z góry i pomachałam im szczerząc zęby w uśmiechu.
– Dlaczego nas nie widzieli? – zapytała Uma.
– Kirishisen no Jutsu – powiedziała Miyoko. – Ta technika pozwala ci ukryć co tylko zechcesz. Ale nie jest łatwa do opanowania.
Patrzałam zszokowana na swoje dłonie, bo jakby nie patrzeć wykonałam właśnie Jutsu. Tak po prostu moje ciało zareagowało i proszę…
– Przestańcie ględzić, bo was usłyszą – powiedziałam otrząsając się z zaskoczenia. – A teraz ruszamy do Liścia.
Niewidomo skąd na pokładzie pokazała się załoga i kapitan statku. Zaczęli przygotowywać statek do odpłynięcia.
– Stop! – wrzasnęła Miyoko, więc załogo zamarła. – Odwołaj Kirishisen, teraz.
Zrobiłam to, bo nie chciałam marnować chakry. Ale to fajnie brzmi jak JA to pomyślę, a nie jak opisywałam blog jako Yuki.
– No i co?
– A właśnie to.
Wszyscy rzucili się na mnie. Jak to w mandze, związali mnie liną, niewiadomo skąd wziętą i zawiązali mi mój ochraniacz wokół ust. Kiedy Yagami podnosił mnie, spojrzałam w niebo. Jego granatowy kolor i gwiazdy zostały przesłonięte przez różowy kryształ taki jakim posługiwała się Guren, ale mimo moich stłumionych krzyków, nikt nie spojrzał w niebo. Miałam związane nadgarstki i kostki u nóg, a kiedy zaczęłam uderzać Yagamiego złączonymi pięściami w klatkę piersiową, później wskazując do góry i tak tam nie spojrzał.
Zrezygnowana bezwładnie opadłam w jego ramionach i zamknęłam oczy. Kiedy znów je otworzyłam wchodziliśmy do Sali, w której prędzej byłam z Umą.
Jęknęłam, kiedy zobaczyłam rozwścieczoną twarz Suigen.
– Uchiha Yuki, jak możesz się tak zachowywać.
Yagami postawił mnie na ziemi, ale ciągle podtrzymywał dla zachowania równowagi.
– Jmmk khaooa ijashhfdknn – prychnęłam.
– Na litość lodu, rozwiążcie jej usta!
Mój ochraniacz opadł luźno na szyję.
– Jak sama powiedziałaś nazywam się Uchiha. A więc pozwól mi popłynąć do Konohy – dodałam po chwili.
– Jeśli okażesz mi należyty szacunek to pomyślę.
– Ciekawe za co mam cię szanować!? Za to, że przetrzymujesz mnie wbrew własnej woli w tej zapyziałej dziurze, która dąży do zostania szóstą wielką nacją. Ciekawe za co? A tak w ogóle to weź odwołaj to cholerstwo znad wioski, co?
– Coś mi się zdaje, że nie wyjdziesz stąd tak szybko jak myślisz, Yuki – szepnął do mnie Yagami.
– Zamknij się – bąknęłam przez zaciśnięte wargi.
– Jesteś trudną osobą i na dodatek utrudniasz teraz sobie i nam zadanie, wiesz?
– Yagami, skończ.
– Nic nie powiesz? – zapytała Suigen.
To co mówi Yagami jest prawdziwe.
– Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie – powiedziałam. – Proszę, abyś rozpatrzyła moją prośbę wyjazdu do Konohy i uczestniczeniu w IV Wielkiej Wojnie Shinobi, by pokazać moją wolę Ognia, mamo.
Ostatnie słowo u całego zebranego tutaj klanu Hyoozan i pozostałych wywołało wielkie zaskoczenie. Suigen otrząsnęła się z tego jako pierwsza. Wstała ze swojego miejsca u szczytu Sali i podeszła do mnie.
– Poproszę Kunai – powiedziała wyciągając do Yagamiego dłoń. Po chwili rozcięła więzy na moich nadgarstkach i kostkach. – Daj mi dwa dni na zastanowienie się, Musume-chan. Do tej pory każdy z was ma wkładać jak najwięcej siły w trening przygotowawczy – powiedziała już do wszystkich. – Rozejść się. Mie, Mai pokażcie naszym gościom ich pokoje.
Te dwa dni były największą męką jaką przeżyłam w mojej egzystencji w prawdziwym świecie. To było nawet gorsze od pierwszych zakwasów po pierwszym biegu na 1ooo metrów w gimnazjum. A myślałam, że gorzej się nie da.

~ Yuki



~*~*~*~*~

Nie podobało się? To pech :3

niedziela, 27 października 2013

Jeden to liczba zwycięzców. A dziewięć...? Sam rozumiesz.



Zastosuję złowieszczy śmiech Naruto.Gyahahaha! Kolenjana notka by Hana :D
Chcę ją zadedykować mojej przyjaciółce, przez którą w ostatni miesiąc siedzę przy kompie do północy i się nie wysypiam, a na praktykach śpię. Ale jutro ostatni dzień praktyk i do końca 4 listopada laba bo nie mam biletu do szkoły na październik :P To się nazywa mieć farta :D


Kazekage nie było w jego gabinecie tak jak się spodziewaliśmy. Jednakże Ichigo już tam była. Gaara przyszedł dosłownie chwilę po tym jak zamknęły się za nami drzwi. Towarzyszyli mu Temari i Kankuro.
– Hana! – zawołał uradowany zielonooki, kiedy mnie zobaczył.
Podszedł do mnie i objął mocno do siebie tuląc.
Wszyscy przejmijmy uczucia naszych odpowiedników z tego świata – pomyślałam. – Włączając w to też mnie.
Odwzajemniłam uścisk.
– Aż tak dawno temu się nie nie widzieliśmy – powiedziałam.
Gaara wypuścił mnie z objęć, po czym spojrzała na coś ponad moim ramieniem.
– Przepraszam Yoshiro, ciągle zapominam, że… – zamilkł, po czym odchrząknął.
– Że? – zapytał Onri, ale Sayuri wbiła mu łokieć w żebra.
– Mniejsza. Czego od nas chciałeś Czcigodny Kazekage? – zapytał Yoshiro.
Nie podobało mi się to jak zareagował na to, że Gaara mnie przytulił, ale z drugiej strony to czerwonowłosy jest tylko narysowaną postacią.
– Wyruszam niedługo na szczyt Kage. Temari i Kankuro pójdą ze mną.
– Tylko tyle? – zapytał Onri, a Gaara spojrzał na niego tak jak zwykle patrzył. Czyli jakby chciał kogoś zabić. – Już się nie odzywam.
– Nie tylko. Koorikage przysłała nam wiadomość z prośbą o eskortę dla jej najstarszych dzieci z Koorigakure do Konohagakure. Zależy jej na tym aby Ohime Yuki dotarła do swojej wioski bezpiecznie.
– Ohime Yuki? – zdziwiłam się. – Księżniczka?
– Mówisz o naszej Yuki? – zapytał Yoshiro.
Spojrzałam na niego unosząc brew.
– Twoja Yuki – poprawił się.
– Przecież nic nie mówię – mruknęłam.
– A więc tę misję przydzielam waszej piątce. Hana, Onri, Sayuri, Ichigo i Yoshiro jako dowódca. Pozostaniecie w Konohagakure do momentu uzgodnienia przeze mnie czegoś konkretnego z innymi Kage.
– Wyruszymy natychmiast – powiedziałam.
– Dlaczego on? – zapytał Onri.
– Bo jest Jouninem, a wy jesteście dopiero Chuninami. To do zobaczenia – powiedział Gaara. – Aha, weźcie z sobą ciepłe ubrania – dodał i wyszedł z gabinetu razem ze swoim rodzeństwem.
– Jestem Jouninem? – zdziwił się.
– Ja tego nie wymyśliłam – powiedziałam od razu.
– Ale super.
~ Nie lubię tej wiochy – mruknął jakiś niski męski głos.
– Hmm? – Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
– Co się stało? – zapytał Yoshi.
– Mówiłeś coś.
– Nie, a co? – zdziwił się.
– No bo… – zaczęłam. – Słyszałam jakby ktoś mówił coś…
~ Nie rozmawialiśmy od wczoraj, a ty już o mnie zapominasz, Pustynny Kwiatuszku? – znów ten głos.
– Kwiatuszku…? – zapytałam na głos. – Tylko jedna osoba tak do mnie… ale Pustynny?
– Ichigo idź nas spakować – powiedziała Sayuri. – Teraz!
Ichigo bez słowa wyszła z gabinety Kazekage. Raz tylko obejrzała się na mnie ze zdziwieniem.
– Hana? – zapytała fioletowowłosa.
Chyba już wiedziała o co chodzi.
~ Nie odpowiesz? – I znów.
– O w mordę! – wrzasnęłam. – Kurama!
~ Hura – powiedział bez entuzjazmu. – Amerykę odkryłaś.
– Co Kurama? – zdziwił się Yoshi.
~ Ty też tu jesteś tak jak w opowieści? – zapytałam go w myślach.
~ No taa. I nie martw się, wiem wszystko. Skąd jesteście i takie tam bzdety. No wiesz… Ale zastanawia mnie jakim ja cholernym cudem jestem zapieczętowany w trzech osobach?! – Nie był zadowolony. – Rozumiem Naruto, że ty też przełknę, ale co z Minato? W ogóle jak gościu w masce to zrobił to ja nie jarzę.
~ Pozwolisz, że nie umieszczę tych twoich słów w Lisim Kwiecie? – zapytałam.
~ Jak chcesz. Ta nazwa nawet mi się podoba, wiesz Kwiatuszku?
~ Nie mów tak do mnie, ruda mendo. Tylko Yuki tak do mnie mówi i mi się to nie podoba.
– Hana? – zaczął znowu Yoshi. – O co chodzi z Kuramą.
– O to.
Uniosłam lekko koszulkę, żeby odkryć pępek, a tam po chwili pokazała się czarna pieczęć Kosiarza Dusz, taka jaką na brzuchu ma Naruto.
– Czy ty chcesz mi powiedzieć, że nawet Kyuubi zapieczętowany w Hanie się w to wkręcił? – zapytał oniemiały Yoshi.
– Super! – wrzasnął Onri.
– No nie wiem czy tak super – powiedziałam. – On wie o tym kim jesteśmy i mógłby się wygadać Naruto, poprzez drugą połowę chakry. A wtedy chyba nie byłoby zbyt przyjemnie.
– To powiedz mu, żeby nie mówił – powiedział Onri.
~ Rany, ludzie ja wszystko słyszę.
– No właśnie – powiedziałam na głos. – Zero prywatności. A tak w ogóle to Kyuubi jest demonem, więc chyba nie za bardzo mogę nim rządzić, co?
– A co to miało być to na początku? – zapytał Yoshi.
– Mówiłam do Kuramy.
~ Nie lubię twojego chłoptasia.
Prychnęłam.
– Nie masz nic do gadania. I przestań nam się wcinać w rozmowy, co? Przeszkadzasz.
~ Wybacz, ale to ja muszę patrzeć jak się z nim obmacujesz, wiesz? Nie całuj się z nim bo czuję się jakbym to ja go całował.
Moja twarz pokryła się szarłatem.
– A ja sobie stworzę taki mór i cię za nim schowam, żeby nie słyszeć – powiedziałam wściekle.
Skupiłam się na stworzeniu tego co zaplanowałam.
~
– Chyba mi się udało – powiedziałam. – Nie będzie nam…
~ Nie licz na to. Jak sama powiedziałaś jestem demonem i…
~ Gówno mnie to obchodzi. Zamknij się.
~ Ranisz moje uczucia. Jesteś gorsza niż Naruto.
~ Czy Hana już ci kiedyś nie mówiła, że ty nie masz uczuć? – zapytałam.
~ Jestem dziewięcioogoniastym demonem najsilniejszym, ze wszystkich bestii, ale musieli mnie zapieczętować w tak upierdliwej dziewczynce jak ty.
~ Teraz bardziej rozumiem dlaczego Shukaku cię nienawidził. Liczba ogonów nie ma znaczenia.
~ Owszem ma.
~ Jeden to liczba zwycięzców. A dziewięć…? Sam rozumiesz.
Już więcej się nie odezwał.
– To idziemy na tę misję? – zapytała Sayuri.
– Tak. Jak powiedział Gaara, najpierw musimy znaleźć ciepłe stroje. Koorigakure to Ukryty Śnieg, a więc przygotujmy się odpowiednio – powiedziałam.


~ Hana

czwartek, 10 października 2013

Anata no namae wa?


Na początek: Wszystkiego najlepszego dla Naruto z okazji jego urodzin ;)
A propos: Zastanawia mnie dlaczego, kiedy piszę o Yuki to mi się to tak bardzo rozkręca, a kiedy o Hanie to nie?
Moze dlatego, ze Hana to nie moja postać i ja nie wiem jak ona ma się zachowywać -,-.
Suu Suska musisz mi pomóc, bo moje (Hanowe) notki są dziwne, nudne i za krótkie w porównaniu z moimi (Yukiowymi)
No dobra, zapraszam na kolejną notkę, szybko napisaną, bo mam praktyki w moim mieście i do domku wracam o dwunastej, góra trzynastej :D. No i na dodatek ostatnia z mojego starszego rodzeństwa się w końcu wyprowadziła i mam komputer tylko dla siebie :3. Żyć nie umierać :P


– Hyoozan Uma – powiedziała, po czym otworzyła ze zdziwienia oczy. – Ale bajer! – zawołała i zaczęła pokazywać swoje zęby w uśmiechu.
– Tak – przyznałam bez entuzjazmu. – Naprawdę niezwykły. Ale nadal nie wiem kim jesteś. Twoje nazwisko nic mi nie mówi. Jestem ciekawa czy, kiedy wrócimy już do swojego życia to się poznamy.
– Raczej czy rozpoznamy – powiedziała Uma. – Bo w zasadzie już się znamy, nee?
– Taa. – Yagami westchnął.
Rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na wysypanym żwirem ogromnym podeście, o wielu drogach biegnących wokoło grządek różnokolorowych kwiatów, krzewów i małych drzew. Ponad nami między drzewami wznosił się drewniany pałac budowany jak ten, który zniszczył Orochimaru, kiedy Tsunade pokazała się w anime. Jednakże był niższy i bardziej rozległy, czyli znajdował się na większym terenie.
Nic nie mówiąc moim towarzyszą ruszyłam między krzewy białych kamelii do kamiennego niewysokiego murku widniejącego w tle całej tej scenerii. Im bliżej niego byłam tym jaśniejsze światło za nim widziałam. W końcu doszłam do niego. Przede mną piętrami schodziły w dół drewniane domy. Setki drewnianych domów. Rosło tam też wiele drzew, które wyglądały jakby to domy wybudowano wokoło nich, a nie odwrotnie. Na samym dole miasta widniała zatoka, którą zamykały wysokie mury lodu okalające całą wioskę.
Aktualnie znajdowaliśmy się w Wiosce Ukrytego Śniegu. Koorigakure (pl. ukryty lód. Dałam taka japońską nazwę bo główna bohaterka ma na imię Yuki, a ona to nie Konohamaru, żeby nazywać się tak jak wioska :P dop. Aut.). Wiosce, którą ja stworzyłam, z której pochodzi Yuki, w której mieszka jej matka i rodzeństwo i w której mieszka Yagami i jego siostry.
Kiedy podeszłam do murka i spojrzałam w dół to zakręciło mi się w głowie.
– Yuki! – zawołał Yagami.
Czułam jakby dachy najbliższych domów zbliżały się do mnie bardzo szybko. Tak jakbym opadała w dół. I rzeczywiście by tak było gdyby Yagami w porę do mnie nie podszedł.
Zacisnęłam powieki jak najmocniej mogłam.
– Yuki?
Blondyn obejmował delikatnie moje ramiona.
– Yuki nie ma lęku wysokości – powiedziałam do siebie.
– Słucham? – zapytał.
Otworzyłam oczy i spojrzałam w dół na wioskę.
– JA nie mam lęku wysokości.
I faktycznie, teraz już nic mi nie było.
Uniosłam wzrok na Yagamiego. On patrzył na mnie zatroskanym wzrokiem. Był taki przystojny na tle nocnego rozgwieżdżonego nieba.
Mimowolnie rozchyliłam wargi, co nie uszło uwadze Yagamiego. Pochylił się nade mną, a wtedy wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć, gwizdać, albo śmiać się radośnie.
Cała spłonęłam rumieńcem i  odepchnęłam od siebie chłopaka.
– Zwariowałam! Zakochuję się w rysunkowych postaciach! – wrzasnęłam i chciałam ruszyć biegiem, ale kimono mi na to nie pozwoliło. Wywróciłam się i padłam na twarz. – Czy ja to powiedziałam na głos? – zapytałam z rozpaczą w głosie, podnosząc się odrobinę.
– Tak – powiedziała, któraś z dziewczyn śmiejąc się.
– Yu… – zaczął Yagami, kładąc dłoń na moim ramieniu, ale ją strząsnęłam.
– Zostaw mnie! – wrzasnęłam przez łzy. – Nie obchodzi mnie, czy znowu się obrazisz za to, że na ciebie wrzeszczę. Nie chcę żebyś mnie dotykał, nigdy więcej!
Wstałam i ruszyłam jak najszybciej mogłam w stronę pałacu.
Chcę być jak Sasuke. Mieć jego charakter, czarny humor, obojętność na wszystko i złość na cały świat. Jestem jak on. Mam wspomnienia charakter i zachowanie Yuki, ale nadal pamiętam kim tak naprawdę jestem.
– Yuki one-sama! – zawołał ktoś.
Spojrzałam tam skąd dobiegał głos.
W moją stronę szła dziewczyna o sięgających podbródka nastroszonych srebrnych włosach (jak Alice z pierwszej części Twilight dop. Aut.) i jasnopomarańczowych oczach bez źrenic. Była to Yukiko, młodsza o dwa lata siostra Yuki. Moja siostra.
– Imooto-chan? – zadziwiłam się. – Co ty tu robisz?
– Ohime-sama zastanawiała się co tak długo tu robicie. Pozwoliła ci wyjść tylko na chwilę.
– Tak, wiem. Przekaż, że już idę, tylko się pożegnam.
– Hai, One-sama. – Wykonała ojigi (jap. ukłon) i odeszła.
– Niech każdy z was wie o tym świecie i o moim i Hany blogu co powinien – powiedziałam. Nie zwracałam uwagi na ich westchnienia i szepty. – A teraz idźcie do miejsc, w których mieszkacie. Przebierzcie się z tych piżam. Wymyślcie sobie jakie chcecie ubrania. Shinju, Ookami wy idźcie na statek Konohy, który zacumował w zatoce. – Kiedy to mówiłam nie spojrzałam na żadne z nich. – Uma. Przypomnij mi swoje nazwisko.
– Hyoozan – powiedziała.
– A więc idziesz ze mną.
Wszyscy ruszyli w wyznaczonych kierunkach.
Zaprowadziłam Umę do sypialni Yuki w pałacu i dałam jej strój, który wisiał w szafie. Po drodze wymyśliła go dla siebie. Była to plisowana niebieska spódniczka, obcisła czarna bluzka na ramiączka z doczepianymi długimi rękawami i ciemno szara szeroka bluzka  na krótki rękaw niezasłaniająca ramion. Na nogach miała jedną czarną zakolnówkę i jedną wysoką czarną skarpetkę sięgającą przed kolano z dwoma białymi baskami biegnącymi po obwodzie, a na to miała niebieskie buty Ninja z odkrytymi palcami.
Ja założyłam biały top, jasnoniebieskie spodenki z czarnymi  wstążkami u dołu wiązanymi na udach i czarny bezrękawnik. Dodatkowo czarne rękawiczki takie jak ma Kakashi i czarne buty (nie muszę chyba pisać o jakie buty chodzi bo każdy z was wie jak wyglądają dop. Aut.).
Ohime Suigen i jej dzieci siedzieli w Sali Obrad w Pałacu. U szczytu pomieszczenia na podeście siedziała właśnie ona. Była ubrana w białą zwiewną bluzkę na ramiączkach, siwe legginsy za kolano i jasnopomarańczową szeroką bluzkę na długi rękaw, łudząco przypominającą tę zieloną, którą nosi Tsunade. Długie srebrne włosy księżniczki opadały gładko na ramiona i plecy, a pomarańczowe oczy wpatrywały się we mnie ze złością, kiedy weszłam do Sali z Umą.
Po prawicy kobiety przy ścianie z lewej siedział osiemnastoletni Oni-san Sachi. Miał długie włosy związane na plecach w luźny niedbały warkocz i rozczochraną nierówną grzywką. Na sobie miał szare szerokie spodnie i białą koszulkę z krótkim rękawem.
Obok Sachiego siedziała Mie, a dalej Mai. Siedemnastoletnie bliźniaczki One-san. Długość włosów, ubiór i zachowanie miały takie samo. Miały taką fryzurę jak Lucy z Fairy Tail, nawet długość włosów się zgadzała. Mie miała kucyk po prawe, a Mai po lewej stronie głowy. Miały na sobie siwe sukienki z jasnopomarańczową wstążką wiązaną pod biustem. I białe legginsy  jak Suigen.
Po prawej stronie sali siedział najmłodszy z rodzeństwa jedenastoletni Otooto-chan Chuichi. Miał krótkie wiecznie nieuczesane włosy. Na nosie miał parę okrągłych okularów w szarych oprawkach, co nadawało mu wygląd małego Harrego Pottera. Był ubrany jak starszy brat.
Obok niego siedziała czternastoletnie Imooto-chan Yukiko, którą już prędzej widzieliśmy. Miała na sobie strój podobny do braci. Białe spodenki, siwą dopasowaną koszulkę i długą szarą bluzę w małe gwiazdki śniegu, która była na krótki rękaw i z kapturem.
Ostatnią z rodzeństwa była dwunastoletnia Imooto-chan Aimi. Najsłodszy dzieciaczek z nich wszystkich. Miała wielkie oczy osadzone w okrągłej buzi. Ma włosy sięgające do pasa jak te Suigen, a z boku głowy ma zapleciony dobierany warkocz, aby grzywka nie wpadała jej do oczu. Na sobie miała szarą dopasowaną sukienkę z plisowanym dołem, a pod nią coś w rodzaju białej koszuli na krótki rękaw.
Ja jako Yuki miałam czarne włosy i oczy, które odziedziczyłam po klanie Uchiha. Oni zaś wszystkie cechy wyglądu mieli po klanie Hyoozan. Srebrne włosy, wyblakłe pomarańczowe tęczówki oczu i brak źrenic.
Klan Hyoozan. Skoro Uma do niego należy będzie moją kuzynką. Córką młodszego brata Suigen, czyli Ryutaro. On wygląda jak siostra, a Uma czarne włosy i niebieskie oczy ma po matce, którą nazwę Hisa. Niebieska grzywka skąd? Nie wiem, może kiedyś wymyślę.
– Po co ja miałam z tobą tu przyjść? – zapytała mnie szeptem Uma.
Niech wie to co przed chwilą uzgodniłam – pomyślałam, zerkając na dziewczynę.
Jej źrenice się rozszerzyły.
– Aaa. I ty to tak przed chwilą wymyśliłaś?
– Hai – szepnęłam. – Kome że czekałaś, Hime – dodałam głośno.
– Uma, siadaj – poleciła mojej towarzyszce Suigen, wskazując wolne miejsce obok Aimi.
Kuzynka patrzyła przez chwilę zaskoczona na kobietę po czym usiadła na srebrnej poduszce w pozycji seiza. Ja stałam wciąż przy drzwiach. – Nie było cię przez godzinę musume-chan (córka).
– Co z tego? – zapytałam.
Przerzuciłam swoje długie granatowe włosy na prawe ramię i zaczęłam się im przyglądać.
– To z tego, że się o ciebie martwię. Tak trudno to zrozumieć?
Są za długie – stwierdziłam w myślach. – Tak za pośladki to za długie, zdecydowanie, ale…
– Nic nie odpowiesz? – zapytała.
Takie zostaną, bo mi się to bardzo podoba. Są takie grube. Jest ich chyba pięć razy więcej niż moich prawdziwych blond.
– Musume-chan. Dlaczego milczysz? – W jej głosie nie było ani trochę złości co mnie zaskoczyło.
Chcę, żeby się ode mnie odczepiła i pozwoliła robić co mi się podoba.
– To normalne. Jesteś matką z siódemką dzieci, a ja jako jedyna z nich sprawiam ci kłopoty, więc czemu tu się dziwić? – Pytanie retoryczne. – Pójdę już sobie, co?
– Nie! – Władczy ton.
Nie zadziałało? – zdziwiłam się. – Ale jak to?
– Może jednak? – zapytałam. – I zabiorę ze sobą Umę.
– Przysłano wiadomość z Konochy.
– Nani? – powiedziałam równocześnie z Umą.
Spojrzałyśmy na siebie zaskoczone.
To chyba już wiemy jaki to moment mangi – pomyślałam.
– Przysłano wiadomość z Konohy – powtórzyła księżniczka. – Proszą o pomoc, ponieważ… – Westchnęła. – Rozpoczyna się Czwarta Wielka Wojna Shinobi.
Srebrnowłose dzieciaki Hyoozan wydały zduszone okrzyki zaskoczenia.
– Piąta Hokage jest w śpiączce – zaczęłam. – Jej miejsce tymczasowo zajął Danzo, przywódca korzenia Anbu z Liścia. Opiekunowie wiosek zbierają się na Szczycie Kage, żeby porozmawiać o wyzwaniu jakie rzucił im Obi… Uchiha Madara.
Uff. Jak dobrze, że w porę się powstrzymałam.
– Mogłam się spodziewać, że już o tym wiesz – powiedziała Suigen.
– Oni stworzą sojusz – powiedziała Uma.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
Oby tylko nie powiedziała zbyt wiele – pomyślałam.
Uma napotkała moje spojrzenie.
– O czym ty mówisz? – zapytała Księżniczka.
– Tak myślę – powiedziała. – A ty Ohime-sama? Zamierzasz pomóc? – zapytała.
– Nie – powiedziała stanowczo. – Już straciłam jedną osobę, którą kocham. Nie chcę żeby to znów się stało.
– Shinobi rodzą się, aby zostać dobrymi ninja i po to by umrzeć jako bohaterowie.
– Tsuki odszedł, ponieważ był głupcem…
– Nie! – wrzasnęłam, przerywając jej.
– Owszem – powiedziała z przekąsem.
– Oto-sama zginą jako bohater w mojej obronie. To dlatego mnie tak bardzo nienawidzisz i pozbyłaś się mnie gdy tylko twój ojciec go zabił! – wrzasnęłam i ruszyłam biegiem do wyjścia.
Usłyszałam za sobą czyjeś kroki, ale zanim dosięgła mnie ta osoba, udało mi się dobiec do balkonu i wyskoczyć na żwirową drogę ogrodu. Po chwili jednak coś ciężkiego na mnie spadło. Wylądowałam na brzuchu, a ten ktoś usiadł na moich plecach.
– Sachi, baka! Złaź ze mnie – nakazałam najstarszemu bratu.
– Jeśli obiecasz, że przeprosisz Ohime-sama – powiedział.
– Jesteś jej najwspanialszym dzieckiem, więc nie rozumiesz tego co ja czuję. Nie przeproszę jej za żadne skarby świata. Nie, dopóki ona pierwsza tego nie zrobi.
– Jesteś jak dziecko, Yuki – powiedział.
– Złaź, nie ważysz tak mało jak sądzisz stary debilu.
Udało mi się zepchnąć z siebie Sachiego.
Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam biegiem do murku oddzielającego teren pałacu od wioski.
– Yuki! – zawołała biegnąca za mną Uma. – Nie zostawiaj mnie z tymi dziwnymi ludźmi. Mają okropne oczy i są straszni.
– Wypraszam sobie! – warknęłam. – Ci ludzie to w tym świecie moja rodzina, której wygląd ja wymyśliłam.
– Serio? – zdziwiła się.
Żadnej skruchy, spoko.
Weszłam na murek, po czym skoczyłam na najbliższy dach. Była to sowiarnia. Wysoka wieża o lekko stożkowatym dachu. Uma skoczyła za mną, ale po chwili wrzasnęła i ześliznęła się z dachu.
– Uma! – wrzasnęłam przerażona.
Złapałam dziewczynę za rękę, po czym wciągnęłam na dach.
– Przepraszam, ale nie wymyśliłam ci zdolności shinobi.
– Fajnie, że wiedziałam.
– Ale ten skok to było coś – pochwaliłam ją. – Ja jako człowiek bym tego nie zrobiła, bo mam lęk wysokości, a to jakieś siedem metrów w dół – powiedziałam spoglądając w górę.
Ponad nami na tle ciemnego nieba zobaczyłam srebrne włosy Sachiego okalające piękną twarz wykrzywioną grymasem wściekłości.
– To jaką chcesz mieć naturę chakry. – zapytałam.
– No ja wiem? Może woda?
– Uma znaczy koń? – Właśnie zdałam sobie z tego sprawę.
– Taa – przyznała. – Może dlatego, że jeżdżę konno i lubię te zwierzęta?
– Może. Wiesz, wpadłam na pewien pomysł, co do twoich zdolności.
– Tak? Jaki?
– Mizuma no Jutsu. To dosłownie koń wodny. Takie twoje indywidualne wodne jutsu i możesz je kreować jak chcesz – powiedziałam.
– Ooo.
– A teraz Umo Kunoichi z Koorigakure. Idziemy do… gdzieś gdzie nas nogi poniosą.
– Czyli?
– Do zatoki.

~*~*~*~*~*~

Podobało się? Zostaw komentarz nawet jeśli nie ;)