niedziela, 27 października 2013

Jeden to liczba zwycięzców. A dziewięć...? Sam rozumiesz.



Zastosuję złowieszczy śmiech Naruto.Gyahahaha! Kolenjana notka by Hana :D
Chcę ją zadedykować mojej przyjaciółce, przez którą w ostatni miesiąc siedzę przy kompie do północy i się nie wysypiam, a na praktykach śpię. Ale jutro ostatni dzień praktyk i do końca 4 listopada laba bo nie mam biletu do szkoły na październik :P To się nazywa mieć farta :D


Kazekage nie było w jego gabinecie tak jak się spodziewaliśmy. Jednakże Ichigo już tam była. Gaara przyszedł dosłownie chwilę po tym jak zamknęły się za nami drzwi. Towarzyszyli mu Temari i Kankuro.
– Hana! – zawołał uradowany zielonooki, kiedy mnie zobaczył.
Podszedł do mnie i objął mocno do siebie tuląc.
Wszyscy przejmijmy uczucia naszych odpowiedników z tego świata – pomyślałam. – Włączając w to też mnie.
Odwzajemniłam uścisk.
– Aż tak dawno temu się nie nie widzieliśmy – powiedziałam.
Gaara wypuścił mnie z objęć, po czym spojrzała na coś ponad moim ramieniem.
– Przepraszam Yoshiro, ciągle zapominam, że… – zamilkł, po czym odchrząknął.
– Że? – zapytał Onri, ale Sayuri wbiła mu łokieć w żebra.
– Mniejsza. Czego od nas chciałeś Czcigodny Kazekage? – zapytał Yoshiro.
Nie podobało mi się to jak zareagował na to, że Gaara mnie przytulił, ale z drugiej strony to czerwonowłosy jest tylko narysowaną postacią.
– Wyruszam niedługo na szczyt Kage. Temari i Kankuro pójdą ze mną.
– Tylko tyle? – zapytał Onri, a Gaara spojrzał na niego tak jak zwykle patrzył. Czyli jakby chciał kogoś zabić. – Już się nie odzywam.
– Nie tylko. Koorikage przysłała nam wiadomość z prośbą o eskortę dla jej najstarszych dzieci z Koorigakure do Konohagakure. Zależy jej na tym aby Ohime Yuki dotarła do swojej wioski bezpiecznie.
– Ohime Yuki? – zdziwiłam się. – Księżniczka?
– Mówisz o naszej Yuki? – zapytał Yoshiro.
Spojrzałam na niego unosząc brew.
– Twoja Yuki – poprawił się.
– Przecież nic nie mówię – mruknęłam.
– A więc tę misję przydzielam waszej piątce. Hana, Onri, Sayuri, Ichigo i Yoshiro jako dowódca. Pozostaniecie w Konohagakure do momentu uzgodnienia przeze mnie czegoś konkretnego z innymi Kage.
– Wyruszymy natychmiast – powiedziałam.
– Dlaczego on? – zapytał Onri.
– Bo jest Jouninem, a wy jesteście dopiero Chuninami. To do zobaczenia – powiedział Gaara. – Aha, weźcie z sobą ciepłe ubrania – dodał i wyszedł z gabinetu razem ze swoim rodzeństwem.
– Jestem Jouninem? – zdziwił się.
– Ja tego nie wymyśliłam – powiedziałam od razu.
– Ale super.
~ Nie lubię tej wiochy – mruknął jakiś niski męski głos.
– Hmm? – Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
– Co się stało? – zapytał Yoshi.
– Mówiłeś coś.
– Nie, a co? – zdziwił się.
– No bo… – zaczęłam. – Słyszałam jakby ktoś mówił coś…
~ Nie rozmawialiśmy od wczoraj, a ty już o mnie zapominasz, Pustynny Kwiatuszku? – znów ten głos.
– Kwiatuszku…? – zapytałam na głos. – Tylko jedna osoba tak do mnie… ale Pustynny?
– Ichigo idź nas spakować – powiedziała Sayuri. – Teraz!
Ichigo bez słowa wyszła z gabinety Kazekage. Raz tylko obejrzała się na mnie ze zdziwieniem.
– Hana? – zapytała fioletowowłosa.
Chyba już wiedziała o co chodzi.
~ Nie odpowiesz? – I znów.
– O w mordę! – wrzasnęłam. – Kurama!
~ Hura – powiedział bez entuzjazmu. – Amerykę odkryłaś.
– Co Kurama? – zdziwił się Yoshi.
~ Ty też tu jesteś tak jak w opowieści? – zapytałam go w myślach.
~ No taa. I nie martw się, wiem wszystko. Skąd jesteście i takie tam bzdety. No wiesz… Ale zastanawia mnie jakim ja cholernym cudem jestem zapieczętowany w trzech osobach?! – Nie był zadowolony. – Rozumiem Naruto, że ty też przełknę, ale co z Minato? W ogóle jak gościu w masce to zrobił to ja nie jarzę.
~ Pozwolisz, że nie umieszczę tych twoich słów w Lisim Kwiecie? – zapytałam.
~ Jak chcesz. Ta nazwa nawet mi się podoba, wiesz Kwiatuszku?
~ Nie mów tak do mnie, ruda mendo. Tylko Yuki tak do mnie mówi i mi się to nie podoba.
– Hana? – zaczął znowu Yoshi. – O co chodzi z Kuramą.
– O to.
Uniosłam lekko koszulkę, żeby odkryć pępek, a tam po chwili pokazała się czarna pieczęć Kosiarza Dusz, taka jaką na brzuchu ma Naruto.
– Czy ty chcesz mi powiedzieć, że nawet Kyuubi zapieczętowany w Hanie się w to wkręcił? – zapytał oniemiały Yoshi.
– Super! – wrzasnął Onri.
– No nie wiem czy tak super – powiedziałam. – On wie o tym kim jesteśmy i mógłby się wygadać Naruto, poprzez drugą połowę chakry. A wtedy chyba nie byłoby zbyt przyjemnie.
– To powiedz mu, żeby nie mówił – powiedział Onri.
~ Rany, ludzie ja wszystko słyszę.
– No właśnie – powiedziałam na głos. – Zero prywatności. A tak w ogóle to Kyuubi jest demonem, więc chyba nie za bardzo mogę nim rządzić, co?
– A co to miało być to na początku? – zapytał Yoshi.
– Mówiłam do Kuramy.
~ Nie lubię twojego chłoptasia.
Prychnęłam.
– Nie masz nic do gadania. I przestań nam się wcinać w rozmowy, co? Przeszkadzasz.
~ Wybacz, ale to ja muszę patrzeć jak się z nim obmacujesz, wiesz? Nie całuj się z nim bo czuję się jakbym to ja go całował.
Moja twarz pokryła się szarłatem.
– A ja sobie stworzę taki mór i cię za nim schowam, żeby nie słyszeć – powiedziałam wściekle.
Skupiłam się na stworzeniu tego co zaplanowałam.
~
– Chyba mi się udało – powiedziałam. – Nie będzie nam…
~ Nie licz na to. Jak sama powiedziałaś jestem demonem i…
~ Gówno mnie to obchodzi. Zamknij się.
~ Ranisz moje uczucia. Jesteś gorsza niż Naruto.
~ Czy Hana już ci kiedyś nie mówiła, że ty nie masz uczuć? – zapytałam.
~ Jestem dziewięcioogoniastym demonem najsilniejszym, ze wszystkich bestii, ale musieli mnie zapieczętować w tak upierdliwej dziewczynce jak ty.
~ Teraz bardziej rozumiem dlaczego Shukaku cię nienawidził. Liczba ogonów nie ma znaczenia.
~ Owszem ma.
~ Jeden to liczba zwycięzców. A dziewięć…? Sam rozumiesz.
Już więcej się nie odezwał.
– To idziemy na tę misję? – zapytała Sayuri.
– Tak. Jak powiedział Gaara, najpierw musimy znaleźć ciepłe stroje. Koorigakure to Ukryty Śnieg, a więc przygotujmy się odpowiednio – powiedziałam.


~ Hana

czwartek, 10 października 2013

Anata no namae wa?


Na początek: Wszystkiego najlepszego dla Naruto z okazji jego urodzin ;)
A propos: Zastanawia mnie dlaczego, kiedy piszę o Yuki to mi się to tak bardzo rozkręca, a kiedy o Hanie to nie?
Moze dlatego, ze Hana to nie moja postać i ja nie wiem jak ona ma się zachowywać -,-.
Suu Suska musisz mi pomóc, bo moje (Hanowe) notki są dziwne, nudne i za krótkie w porównaniu z moimi (Yukiowymi)
No dobra, zapraszam na kolejną notkę, szybko napisaną, bo mam praktyki w moim mieście i do domku wracam o dwunastej, góra trzynastej :D. No i na dodatek ostatnia z mojego starszego rodzeństwa się w końcu wyprowadziła i mam komputer tylko dla siebie :3. Żyć nie umierać :P


– Hyoozan Uma – powiedziała, po czym otworzyła ze zdziwienia oczy. – Ale bajer! – zawołała i zaczęła pokazywać swoje zęby w uśmiechu.
– Tak – przyznałam bez entuzjazmu. – Naprawdę niezwykły. Ale nadal nie wiem kim jesteś. Twoje nazwisko nic mi nie mówi. Jestem ciekawa czy, kiedy wrócimy już do swojego życia to się poznamy.
– Raczej czy rozpoznamy – powiedziała Uma. – Bo w zasadzie już się znamy, nee?
– Taa. – Yagami westchnął.
Rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na wysypanym żwirem ogromnym podeście, o wielu drogach biegnących wokoło grządek różnokolorowych kwiatów, krzewów i małych drzew. Ponad nami między drzewami wznosił się drewniany pałac budowany jak ten, który zniszczył Orochimaru, kiedy Tsunade pokazała się w anime. Jednakże był niższy i bardziej rozległy, czyli znajdował się na większym terenie.
Nic nie mówiąc moim towarzyszą ruszyłam między krzewy białych kamelii do kamiennego niewysokiego murku widniejącego w tle całej tej scenerii. Im bliżej niego byłam tym jaśniejsze światło za nim widziałam. W końcu doszłam do niego. Przede mną piętrami schodziły w dół drewniane domy. Setki drewnianych domów. Rosło tam też wiele drzew, które wyglądały jakby to domy wybudowano wokoło nich, a nie odwrotnie. Na samym dole miasta widniała zatoka, którą zamykały wysokie mury lodu okalające całą wioskę.
Aktualnie znajdowaliśmy się w Wiosce Ukrytego Śniegu. Koorigakure (pl. ukryty lód. Dałam taka japońską nazwę bo główna bohaterka ma na imię Yuki, a ona to nie Konohamaru, żeby nazywać się tak jak wioska :P dop. Aut.). Wiosce, którą ja stworzyłam, z której pochodzi Yuki, w której mieszka jej matka i rodzeństwo i w której mieszka Yagami i jego siostry.
Kiedy podeszłam do murka i spojrzałam w dół to zakręciło mi się w głowie.
– Yuki! – zawołał Yagami.
Czułam jakby dachy najbliższych domów zbliżały się do mnie bardzo szybko. Tak jakbym opadała w dół. I rzeczywiście by tak było gdyby Yagami w porę do mnie nie podszedł.
Zacisnęłam powieki jak najmocniej mogłam.
– Yuki?
Blondyn obejmował delikatnie moje ramiona.
– Yuki nie ma lęku wysokości – powiedziałam do siebie.
– Słucham? – zapytał.
Otworzyłam oczy i spojrzałam w dół na wioskę.
– JA nie mam lęku wysokości.
I faktycznie, teraz już nic mi nie było.
Uniosłam wzrok na Yagamiego. On patrzył na mnie zatroskanym wzrokiem. Był taki przystojny na tle nocnego rozgwieżdżonego nieba.
Mimowolnie rozchyliłam wargi, co nie uszło uwadze Yagamiego. Pochylił się nade mną, a wtedy wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć, gwizdać, albo śmiać się radośnie.
Cała spłonęłam rumieńcem i  odepchnęłam od siebie chłopaka.
– Zwariowałam! Zakochuję się w rysunkowych postaciach! – wrzasnęłam i chciałam ruszyć biegiem, ale kimono mi na to nie pozwoliło. Wywróciłam się i padłam na twarz. – Czy ja to powiedziałam na głos? – zapytałam z rozpaczą w głosie, podnosząc się odrobinę.
– Tak – powiedziała, któraś z dziewczyn śmiejąc się.
– Yu… – zaczął Yagami, kładąc dłoń na moim ramieniu, ale ją strząsnęłam.
– Zostaw mnie! – wrzasnęłam przez łzy. – Nie obchodzi mnie, czy znowu się obrazisz za to, że na ciebie wrzeszczę. Nie chcę żebyś mnie dotykał, nigdy więcej!
Wstałam i ruszyłam jak najszybciej mogłam w stronę pałacu.
Chcę być jak Sasuke. Mieć jego charakter, czarny humor, obojętność na wszystko i złość na cały świat. Jestem jak on. Mam wspomnienia charakter i zachowanie Yuki, ale nadal pamiętam kim tak naprawdę jestem.
– Yuki one-sama! – zawołał ktoś.
Spojrzałam tam skąd dobiegał głos.
W moją stronę szła dziewczyna o sięgających podbródka nastroszonych srebrnych włosach (jak Alice z pierwszej części Twilight dop. Aut.) i jasnopomarańczowych oczach bez źrenic. Była to Yukiko, młodsza o dwa lata siostra Yuki. Moja siostra.
– Imooto-chan? – zadziwiłam się. – Co ty tu robisz?
– Ohime-sama zastanawiała się co tak długo tu robicie. Pozwoliła ci wyjść tylko na chwilę.
– Tak, wiem. Przekaż, że już idę, tylko się pożegnam.
– Hai, One-sama. – Wykonała ojigi (jap. ukłon) i odeszła.
– Niech każdy z was wie o tym świecie i o moim i Hany blogu co powinien – powiedziałam. Nie zwracałam uwagi na ich westchnienia i szepty. – A teraz idźcie do miejsc, w których mieszkacie. Przebierzcie się z tych piżam. Wymyślcie sobie jakie chcecie ubrania. Shinju, Ookami wy idźcie na statek Konohy, który zacumował w zatoce. – Kiedy to mówiłam nie spojrzałam na żadne z nich. – Uma. Przypomnij mi swoje nazwisko.
– Hyoozan – powiedziała.
– A więc idziesz ze mną.
Wszyscy ruszyli w wyznaczonych kierunkach.
Zaprowadziłam Umę do sypialni Yuki w pałacu i dałam jej strój, który wisiał w szafie. Po drodze wymyśliła go dla siebie. Była to plisowana niebieska spódniczka, obcisła czarna bluzka na ramiączka z doczepianymi długimi rękawami i ciemno szara szeroka bluzka  na krótki rękaw niezasłaniająca ramion. Na nogach miała jedną czarną zakolnówkę i jedną wysoką czarną skarpetkę sięgającą przed kolano z dwoma białymi baskami biegnącymi po obwodzie, a na to miała niebieskie buty Ninja z odkrytymi palcami.
Ja założyłam biały top, jasnoniebieskie spodenki z czarnymi  wstążkami u dołu wiązanymi na udach i czarny bezrękawnik. Dodatkowo czarne rękawiczki takie jak ma Kakashi i czarne buty (nie muszę chyba pisać o jakie buty chodzi bo każdy z was wie jak wyglądają dop. Aut.).
Ohime Suigen i jej dzieci siedzieli w Sali Obrad w Pałacu. U szczytu pomieszczenia na podeście siedziała właśnie ona. Była ubrana w białą zwiewną bluzkę na ramiączkach, siwe legginsy za kolano i jasnopomarańczową szeroką bluzkę na długi rękaw, łudząco przypominającą tę zieloną, którą nosi Tsunade. Długie srebrne włosy księżniczki opadały gładko na ramiona i plecy, a pomarańczowe oczy wpatrywały się we mnie ze złością, kiedy weszłam do Sali z Umą.
Po prawicy kobiety przy ścianie z lewej siedział osiemnastoletni Oni-san Sachi. Miał długie włosy związane na plecach w luźny niedbały warkocz i rozczochraną nierówną grzywką. Na sobie miał szare szerokie spodnie i białą koszulkę z krótkim rękawem.
Obok Sachiego siedziała Mie, a dalej Mai. Siedemnastoletnie bliźniaczki One-san. Długość włosów, ubiór i zachowanie miały takie samo. Miały taką fryzurę jak Lucy z Fairy Tail, nawet długość włosów się zgadzała. Mie miała kucyk po prawe, a Mai po lewej stronie głowy. Miały na sobie siwe sukienki z jasnopomarańczową wstążką wiązaną pod biustem. I białe legginsy  jak Suigen.
Po prawej stronie sali siedział najmłodszy z rodzeństwa jedenastoletni Otooto-chan Chuichi. Miał krótkie wiecznie nieuczesane włosy. Na nosie miał parę okrągłych okularów w szarych oprawkach, co nadawało mu wygląd małego Harrego Pottera. Był ubrany jak starszy brat.
Obok niego siedziała czternastoletnie Imooto-chan Yukiko, którą już prędzej widzieliśmy. Miała na sobie strój podobny do braci. Białe spodenki, siwą dopasowaną koszulkę i długą szarą bluzę w małe gwiazdki śniegu, która była na krótki rękaw i z kapturem.
Ostatnią z rodzeństwa była dwunastoletnia Imooto-chan Aimi. Najsłodszy dzieciaczek z nich wszystkich. Miała wielkie oczy osadzone w okrągłej buzi. Ma włosy sięgające do pasa jak te Suigen, a z boku głowy ma zapleciony dobierany warkocz, aby grzywka nie wpadała jej do oczu. Na sobie miała szarą dopasowaną sukienkę z plisowanym dołem, a pod nią coś w rodzaju białej koszuli na krótki rękaw.
Ja jako Yuki miałam czarne włosy i oczy, które odziedziczyłam po klanie Uchiha. Oni zaś wszystkie cechy wyglądu mieli po klanie Hyoozan. Srebrne włosy, wyblakłe pomarańczowe tęczówki oczu i brak źrenic.
Klan Hyoozan. Skoro Uma do niego należy będzie moją kuzynką. Córką młodszego brata Suigen, czyli Ryutaro. On wygląda jak siostra, a Uma czarne włosy i niebieskie oczy ma po matce, którą nazwę Hisa. Niebieska grzywka skąd? Nie wiem, może kiedyś wymyślę.
– Po co ja miałam z tobą tu przyjść? – zapytała mnie szeptem Uma.
Niech wie to co przed chwilą uzgodniłam – pomyślałam, zerkając na dziewczynę.
Jej źrenice się rozszerzyły.
– Aaa. I ty to tak przed chwilą wymyśliłaś?
– Hai – szepnęłam. – Kome że czekałaś, Hime – dodałam głośno.
– Uma, siadaj – poleciła mojej towarzyszce Suigen, wskazując wolne miejsce obok Aimi.
Kuzynka patrzyła przez chwilę zaskoczona na kobietę po czym usiadła na srebrnej poduszce w pozycji seiza. Ja stałam wciąż przy drzwiach. – Nie było cię przez godzinę musume-chan (córka).
– Co z tego? – zapytałam.
Przerzuciłam swoje długie granatowe włosy na prawe ramię i zaczęłam się im przyglądać.
– To z tego, że się o ciebie martwię. Tak trudno to zrozumieć?
Są za długie – stwierdziłam w myślach. – Tak za pośladki to za długie, zdecydowanie, ale…
– Nic nie odpowiesz? – zapytała.
Takie zostaną, bo mi się to bardzo podoba. Są takie grube. Jest ich chyba pięć razy więcej niż moich prawdziwych blond.
– Musume-chan. Dlaczego milczysz? – W jej głosie nie było ani trochę złości co mnie zaskoczyło.
Chcę, żeby się ode mnie odczepiła i pozwoliła robić co mi się podoba.
– To normalne. Jesteś matką z siódemką dzieci, a ja jako jedyna z nich sprawiam ci kłopoty, więc czemu tu się dziwić? – Pytanie retoryczne. – Pójdę już sobie, co?
– Nie! – Władczy ton.
Nie zadziałało? – zdziwiłam się. – Ale jak to?
– Może jednak? – zapytałam. – I zabiorę ze sobą Umę.
– Przysłano wiadomość z Konochy.
– Nani? – powiedziałam równocześnie z Umą.
Spojrzałyśmy na siebie zaskoczone.
To chyba już wiemy jaki to moment mangi – pomyślałam.
– Przysłano wiadomość z Konohy – powtórzyła księżniczka. – Proszą o pomoc, ponieważ… – Westchnęła. – Rozpoczyna się Czwarta Wielka Wojna Shinobi.
Srebrnowłose dzieciaki Hyoozan wydały zduszone okrzyki zaskoczenia.
– Piąta Hokage jest w śpiączce – zaczęłam. – Jej miejsce tymczasowo zajął Danzo, przywódca korzenia Anbu z Liścia. Opiekunowie wiosek zbierają się na Szczycie Kage, żeby porozmawiać o wyzwaniu jakie rzucił im Obi… Uchiha Madara.
Uff. Jak dobrze, że w porę się powstrzymałam.
– Mogłam się spodziewać, że już o tym wiesz – powiedziała Suigen.
– Oni stworzą sojusz – powiedziała Uma.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
Oby tylko nie powiedziała zbyt wiele – pomyślałam.
Uma napotkała moje spojrzenie.
– O czym ty mówisz? – zapytała Księżniczka.
– Tak myślę – powiedziała. – A ty Ohime-sama? Zamierzasz pomóc? – zapytała.
– Nie – powiedziała stanowczo. – Już straciłam jedną osobę, którą kocham. Nie chcę żeby to znów się stało.
– Shinobi rodzą się, aby zostać dobrymi ninja i po to by umrzeć jako bohaterowie.
– Tsuki odszedł, ponieważ był głupcem…
– Nie! – wrzasnęłam, przerywając jej.
– Owszem – powiedziała z przekąsem.
– Oto-sama zginą jako bohater w mojej obronie. To dlatego mnie tak bardzo nienawidzisz i pozbyłaś się mnie gdy tylko twój ojciec go zabił! – wrzasnęłam i ruszyłam biegiem do wyjścia.
Usłyszałam za sobą czyjeś kroki, ale zanim dosięgła mnie ta osoba, udało mi się dobiec do balkonu i wyskoczyć na żwirową drogę ogrodu. Po chwili jednak coś ciężkiego na mnie spadło. Wylądowałam na brzuchu, a ten ktoś usiadł na moich plecach.
– Sachi, baka! Złaź ze mnie – nakazałam najstarszemu bratu.
– Jeśli obiecasz, że przeprosisz Ohime-sama – powiedział.
– Jesteś jej najwspanialszym dzieckiem, więc nie rozumiesz tego co ja czuję. Nie przeproszę jej za żadne skarby świata. Nie, dopóki ona pierwsza tego nie zrobi.
– Jesteś jak dziecko, Yuki – powiedział.
– Złaź, nie ważysz tak mało jak sądzisz stary debilu.
Udało mi się zepchnąć z siebie Sachiego.
Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam biegiem do murku oddzielającego teren pałacu od wioski.
– Yuki! – zawołała biegnąca za mną Uma. – Nie zostawiaj mnie z tymi dziwnymi ludźmi. Mają okropne oczy i są straszni.
– Wypraszam sobie! – warknęłam. – Ci ludzie to w tym świecie moja rodzina, której wygląd ja wymyśliłam.
– Serio? – zdziwiła się.
Żadnej skruchy, spoko.
Weszłam na murek, po czym skoczyłam na najbliższy dach. Była to sowiarnia. Wysoka wieża o lekko stożkowatym dachu. Uma skoczyła za mną, ale po chwili wrzasnęła i ześliznęła się z dachu.
– Uma! – wrzasnęłam przerażona.
Złapałam dziewczynę za rękę, po czym wciągnęłam na dach.
– Przepraszam, ale nie wymyśliłam ci zdolności shinobi.
– Fajnie, że wiedziałam.
– Ale ten skok to było coś – pochwaliłam ją. – Ja jako człowiek bym tego nie zrobiła, bo mam lęk wysokości, a to jakieś siedem metrów w dół – powiedziałam spoglądając w górę.
Ponad nami na tle ciemnego nieba zobaczyłam srebrne włosy Sachiego okalające piękną twarz wykrzywioną grymasem wściekłości.
– To jaką chcesz mieć naturę chakry. – zapytałam.
– No ja wiem? Może woda?
– Uma znaczy koń? – Właśnie zdałam sobie z tego sprawę.
– Taa – przyznała. – Może dlatego, że jeżdżę konno i lubię te zwierzęta?
– Może. Wiesz, wpadłam na pewien pomysł, co do twoich zdolności.
– Tak? Jaki?
– Mizuma no Jutsu. To dosłownie koń wodny. Takie twoje indywidualne wodne jutsu i możesz je kreować jak chcesz – powiedziałam.
– Ooo.
– A teraz Umo Kunoichi z Koorigakure. Idziemy do… gdzieś gdzie nas nogi poniosą.
– Czyli?
– Do zatoki.

~*~*~*~*~*~

Podobało się? Zostaw komentarz nawet jeśli nie ;)

poniedziałek, 7 października 2013

Otooto-chan?



– Kto idzie? – zapytał strażnik, kiedy się zatrzymaliśmy.
– Gdybyś był Gaarą to by nas nie zatrzymali – szepnęłam do Yoshiego.
– A co by pomyśleli, gdyby zobaczyli Kazekage w towarzystwie dziewczyny poza murami wioski, na dodatek w odświętnych strojach? – zapytał.
– Racja – przyznałam. – To by było dziwne.
– Kim jesteście? – zapytał znów strażnik.
– Kitsune Hana – powiedziałam.
– Toyotomi Yagami.
To trochę nie fair, że on może zachować swoje imię i nazwisko.
– Ach, to wy. – Yoshiro odetchnął z ulgą. – Co robiliście poza wioską?
– Trenowaliśmy – powiedziałam, zanim Yoshi się odezwał.
– Nie wnikam. – Jakbym słyszała Yuki.
Chunin zmierzył spojrzeniem nasze stroje, po czym pozwolił iść dalej.
– Nee-san! – usłyszałam za plecami, kiedy już zamierzałam ruszyć do wioski.
Znałam ten głos i to zbyt dobrze. Powoli odwróciłam się i zobaczyłam idących w naszą stronę niebiesko włosego chłopaka i dziewczynę o fioletowych długich włosach przeplatanych różowymi pasemkami. Byli to Onri i Sayuri.
– Otooto-chan? – szepnęłam. No pięknie. Mój kochany braciszek tu jest.
– Kim oni są? – zapytał Yoshi.
– Może chodźmy do mnie? – zapytałam, kiedy tamta dwójka do nas doszła.
Nie czekając na odpowiedź ruszyłam biegiem w głąb korytarza w murach wioski. Yoshi biegł tuż obok mnie, a pozostali za nami. Po kilkunastu minutach stanęłam przed drzwiami domu w centrum wioski w którym znajdowało się mieszkanie Hany.
– Ładne to mieszkanko – powiedziałam, kiedy weszliśmy do środka.
– To ty nie wiedziałaś, jak ono wygląda? – zapytał Onri.
– Zamknij się. Może wytłumaczę wam co się stało, co?
Wszyscy zgodnie kiwnęli głowami - jak to na anime przystało - równocześnie. Wszyscy usiedli na łóżku Hany, a ja usiadłam na krawędzi stołu.
– A więc. Ty nazywasz się Doku Onrizuke, a twój ojciec to Doku Yo… – zamilkłam.
– Yo…? – zapytał Yoshiro.
– …shi – dokończyłam.
– Serio? – zapytał ironicznie.
– Nie znałam cię jeszcze kiedy go wymyśliłam – wytłumaczyłam. – Nie masz się o co czepiać.
– Szczerze powiedziawszy to mam. – Zgromiłam go wzrokiem. – Ale nie będę – dodał.
– No i bardzo dobrze – zakończyłam. – Doku Yoshi to Sensei drużyny ósmej, czyli naszej trójki.
– Chwila? Mam na imię Onrizuke? Co za dziwne imię. Skąd je wzięłaś? – zapytał.
– Ty tak na serio? – zapytałam zszokowana. – Przecież sam je wymyśliłeś! – Nie dałam mu szansy na odpowiedź. – Tak się nazywałeś w Margonem!
– Aaa… – W końcu sobie przypomniał. – Nadal nie kojarzę.
– Baka! Chciałabym, żebyście wiedzieli wszystko o moim blogu co powinniście! – wrzasnęłam i przeszłam z pokoju do małego nigdy nie używanego aneksu kuchennego.
– Ale dziwne uczucie – powiedział po chwili Yoshiro.
– Też to poczułeś? – zapytała Sayuri.
Skinął głową.
– No, ja też – przyznał Onri.
– Przedstaw się – powiedziałam, szybko wracając do pokoju i wskazując na fioletowowłosą.
– Przecież wiem jak się nazywam. Znaczy się, jak się nazywa postać którą wymyśliłam do twojego bloga. Watashi wa Hoshi Sayuri desu – powiedziała szeroko się uśmiechając.
– Coś więcej?
– Mam trzy siostry – zaczęła. – Młodsze siostry, oczywiście. Emm. Jedna o rok. Ma teraz piętnaście lat i nazywa się Ichigo. Są jeszcze bliźniaczki Ume i Beri, mają jedenaście lat.
– Łaa, to znaczy, że są jeszcze w akademii – zawołał Onri. – Jak dobrze, że mam teraz szesnaście lat.
– Baka – mruknęłam pod nosem. – Nawet nie potrafisz się tak zachowywać.
– Ale już pamiętam Yoshiego Doku – powiedział niebieskowłosy. – W ogóle nie przypomina naszego taty. I ma niebieskie włosy.
Prychnął po czym zaczął się śmiać.
– Ty też masz niebieskie włosy – przypomniała mu Sayuri.
Zamilkł.
Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi, ale ten kto tam stał nie czekał na odpowiedź, tylko od razu wszedł. Były to trzy dziewczyny. Ichigo i bliźniaczki Ume i Beri.
Ichigo miała różowe długie włosy i wyglądałaby jak dwunastoletnia Sakura gdyby nie jej różowe tęczówki oczu. Ume i Beri były identyczne z tym, że ta pierwsza miała włosy sięgające połowy pleców, a druga ledwie ramion. One tak samo jak starsze siostry miały różowe oczy.
Gdy Sayuri zobaczyła swoje siostry powiedziała tak brzydkie słowo, że wolałabym go nie wymawiać.
– Sayuri! – zawołała podekscytowana Ichigo. Oddychała ciężko jak po długodystansowym biegu. Bliźniaczki także. – Kazekage chce was widzieć. Wszystkich.
– Co? – zadziwiła się najstarsza z Hoshich.
– No was i mnie. Nie powiedział o co chodzi. Ale musimy się spieszyć.
Kiedy to powiedziała od razu wybiegły z mieszkania Hany i zniknęły za drzwiami. Musze się nauczyć myśleć o jej rzeczach jak o moich.
– Najpierw musimy się przebrać w ninjowskie ciuszki, które są w mojej szafie, bo to tutaj przebieraliśmy się w kimona i piżamy.
Sayuri i Onri zmierzyli swoje ciuchy. Ona miała na sobie szeroki T’shirt z nadrukiem kotka Nyanyan, krótkie spodenki od piżamy i puszyste kapcie z kocimi uszami. On był w zniszczonej koszulce i spodenkach do kolan. Był boso.
Otworzyłam szafę, a tam na wieszakach wisiały nasze ubrania, które właśnie sobie wymyśliłam.
Onri i Yoshiro mieli czarne spodenki jak wszyscy chłopcy w świecie Naruto, za krótkie jak Michael Jackson, czarne wysokie buty z odkrytymi palcami i siatkowe koszulki na krótki rękaw. Yoshiro miał jeszcze granatową szeroką bluzę na długi rękaw i wysokim kołnierzem. Onri miał białą bluzkę zapinaną za zamek. Miała krótkie rękawy odrobinę przycięte na szwach. Miała niebieskie elementy.
Sayuri miała czarną fioletową podobną do Sakury spódnicę i czarną bluzkę bez rękawów zapinaną aż pod szyję. Na rękach miała czarne rękawiczki do łokci, były bez palców. Na nogach miała czarne buty, wyglądające jak za kolanówki.
Ja założyłam grafitowo niebieską  tunikę opadająca na jedno ramie. Czarne spodenki za kolano i granatowe buty bez palców.
Do Kazekage ruszyliśmy w nowych odpowiednich strojach. Spóźniliśmy się przez to. Nawet bardzo, ale co tam, nee?