Na początek: Wszystkiego najlepszego dla Naruto z okazji jego urodzin ;)
A propos: Zastanawia mnie dlaczego, kiedy piszę o Yuki to mi się to tak bardzo rozkręca, a kiedy o Hanie to nie?
Moze dlatego, ze Hana to nie moja postać i ja nie wiem jak ona ma się zachowywać -,-.
Suu Suska musisz mi pomóc, bo moje (Hanowe) notki są dziwne, nudne i za krótkie w porównaniu z moimi (Yukiowymi)
No dobra, zapraszam na kolejną notkę, szybko napisaną, bo mam praktyki w moim mieście i do domku wracam o dwunastej, góra trzynastej :D. No i na dodatek ostatnia z mojego starszego rodzeństwa się w końcu wyprowadziła i mam komputer tylko dla siebie :3. Żyć nie umierać :P
– Hyoozan Uma – powiedziała, po czym otworzyła ze
zdziwienia oczy. – Ale bajer! – zawołała i zaczęła pokazywać swoje zęby w
uśmiechu.
– Tak – przyznałam bez entuzjazmu. – Naprawdę niezwykły.
Ale nadal nie wiem kim jesteś. Twoje nazwisko nic mi nie mówi. Jestem ciekawa
czy, kiedy wrócimy już do swojego życia to się poznamy.
– Raczej czy rozpoznamy – powiedziała Uma. – Bo w
zasadzie już się znamy, nee?
– Taa. – Yagami westchnął.
Rozejrzałam się dookoła. Staliśmy na wysypanym żwirem
ogromnym podeście, o wielu drogach biegnących wokoło grządek różnokolorowych
kwiatów, krzewów i małych drzew. Ponad nami między drzewami wznosił się
drewniany pałac budowany jak ten, który zniszczył Orochimaru, kiedy Tsunade
pokazała się w anime. Jednakże był niższy i bardziej rozległy, czyli znajdował
się na większym terenie.
Nic nie mówiąc moim towarzyszą ruszyłam między krzewy
białych kamelii do kamiennego niewysokiego murku widniejącego w tle całej tej
scenerii. Im bliżej niego byłam tym jaśniejsze światło za nim widziałam. W
końcu doszłam do niego. Przede mną piętrami schodziły w dół drewniane domy.
Setki drewnianych domów. Rosło tam też wiele drzew, które wyglądały jakby to
domy wybudowano wokoło nich, a nie odwrotnie. Na samym dole miasta widniała
zatoka, którą zamykały wysokie mury lodu okalające całą wioskę.
Aktualnie znajdowaliśmy się w Wiosce Ukrytego Śniegu.
Koorigakure (pl. ukryty lód. Dałam taka japońską nazwę bo główna bohaterka ma
na imię Yuki, a ona to nie Konohamaru, żeby nazywać się tak jak wioska :P dop.
Aut.). Wiosce, którą ja stworzyłam, z której pochodzi Yuki, w której mieszka
jej matka i rodzeństwo i w której mieszka Yagami i jego siostry.
Kiedy podeszłam do murka i spojrzałam w dół to zakręciło
mi się w głowie.
– Yuki! – zawołał Yagami.
Czułam jakby dachy najbliższych domów zbliżały się do
mnie bardzo szybko. Tak jakbym opadała w dół. I rzeczywiście by tak było gdyby
Yagami w porę do mnie nie podszedł.
Zacisnęłam powieki jak najmocniej mogłam.
– Yuki?
Blondyn obejmował delikatnie moje ramiona.
– Yuki nie ma lęku wysokości – powiedziałam do siebie.
– Słucham? – zapytał.
Otworzyłam oczy i spojrzałam w dół na wioskę.
– JA nie mam lęku wysokości.
I faktycznie, teraz już nic mi nie było.
Uniosłam wzrok na Yagamiego. On patrzył na mnie
zatroskanym wzrokiem. Był taki przystojny na tle nocnego rozgwieżdżonego nieba.
Mimowolnie rozchyliłam wargi, co nie uszło uwadze
Yagamiego. Pochylił się nade mną, a wtedy wszystkie dziewczyny zaczęły
piszczeć, gwizdać, albo śmiać się radośnie.
Cała spłonęłam rumieńcem i odepchnęłam od siebie chłopaka.
– Zwariowałam! Zakochuję się w rysunkowych postaciach! –
wrzasnęłam i chciałam ruszyć biegiem, ale kimono mi na to nie pozwoliło. Wywróciłam
się i padłam na twarz. – Czy ja to powiedziałam na głos? – zapytałam z rozpaczą
w głosie, podnosząc się odrobinę.
– Tak – powiedziała, któraś z dziewczyn śmiejąc się.
– Yu… – zaczął Yagami, kładąc dłoń na moim ramieniu, ale
ją strząsnęłam.
– Zostaw mnie! – wrzasnęłam przez łzy. – Nie obchodzi
mnie, czy znowu się obrazisz za to, że na ciebie wrzeszczę. Nie chcę żebyś mnie
dotykał, nigdy więcej!
Wstałam i ruszyłam jak najszybciej mogłam w stronę
pałacu.
Chcę być jak Sasuke. Mieć jego charakter, czarny humor,
obojętność na wszystko i złość na cały świat. Jestem jak on. Mam wspomnienia
charakter i zachowanie Yuki, ale nadal pamiętam kim tak naprawdę jestem.
– Yuki one-sama! – zawołał ktoś.
Spojrzałam tam skąd dobiegał głos.
W moją stronę szła dziewczyna o sięgających podbródka
nastroszonych srebrnych włosach (jak Alice z pierwszej części Twilight dop.
Aut.) i jasnopomarańczowych oczach bez źrenic. Była to Yukiko, młodsza o dwa
lata siostra Yuki. Moja siostra.
– Imooto-chan? – zadziwiłam się. – Co ty tu robisz?
– Ohime-sama zastanawiała się co tak długo tu robicie.
Pozwoliła ci wyjść tylko na chwilę.
– Tak, wiem. Przekaż, że już idę, tylko się pożegnam.
– Hai, One-sama. – Wykonała ojigi (jap. ukłon) i odeszła.
– Niech każdy z was wie o tym świecie i o moim i Hany
blogu co powinien – powiedziałam. Nie zwracałam uwagi na ich westchnienia i
szepty. – A teraz idźcie do miejsc, w których mieszkacie. Przebierzcie się z
tych piżam. Wymyślcie sobie jakie chcecie ubrania. Shinju, Ookami wy idźcie na
statek Konohy, który zacumował w zatoce. – Kiedy to mówiłam nie spojrzałam na
żadne z nich. – Uma. Przypomnij mi swoje nazwisko.
– Hyoozan – powiedziała.
– A więc idziesz ze mną.
Wszyscy ruszyli w wyznaczonych kierunkach.
Zaprowadziłam Umę do sypialni Yuki w pałacu i dałam jej
strój, który wisiał w szafie. Po drodze wymyśliła go dla siebie. Była to
plisowana niebieska spódniczka, obcisła czarna bluzka na ramiączka z
doczepianymi długimi rękawami i ciemno szara szeroka bluzka na krótki rękaw niezasłaniająca ramion. Na
nogach miała jedną czarną zakolnówkę i jedną wysoką czarną skarpetkę sięgającą
przed kolano z dwoma białymi baskami biegnącymi po obwodzie, a na to miała
niebieskie buty Ninja z odkrytymi palcami.
Ja założyłam biały top, jasnoniebieskie spodenki z
czarnymi wstążkami u dołu wiązanymi na
udach i czarny bezrękawnik. Dodatkowo czarne rękawiczki takie jak ma Kakashi i
czarne buty (nie muszę chyba pisać o jakie buty chodzi bo każdy z was wie jak wyglądają
dop. Aut.).
Ohime Suigen i jej dzieci siedzieli w Sali Obrad w
Pałacu. U szczytu pomieszczenia na podeście siedziała właśnie ona. Była ubrana
w białą zwiewną bluzkę na ramiączkach, siwe legginsy za kolano i
jasnopomarańczową szeroką bluzkę na długi rękaw, łudząco przypominającą tę
zieloną, którą nosi Tsunade. Długie srebrne włosy księżniczki opadały gładko na
ramiona i plecy, a pomarańczowe oczy wpatrywały się we mnie ze złością, kiedy
weszłam do Sali z Umą.
Po prawicy kobiety przy ścianie z lewej siedział osiemnastoletni
Oni-san Sachi. Miał długie włosy związane na plecach w luźny niedbały warkocz i
rozczochraną nierówną grzywką. Na sobie miał szare szerokie spodnie i białą
koszulkę z krótkim rękawem.
Obok Sachiego siedziała Mie, a dalej Mai. Siedemnastoletnie
bliźniaczki One-san. Długość włosów, ubiór i zachowanie miały takie samo. Miały
taką fryzurę jak Lucy z Fairy Tail, nawet długość włosów się zgadzała. Mie
miała kucyk po prawe, a Mai po lewej stronie głowy. Miały na sobie siwe
sukienki z jasnopomarańczową wstążką wiązaną pod biustem. I białe legginsy jak Suigen.
Po prawej stronie sali siedział najmłodszy z rodzeństwa jedenastoletni
Otooto-chan Chuichi. Miał krótkie wiecznie nieuczesane włosy. Na nosie miał
parę okrągłych okularów w szarych oprawkach, co nadawało mu wygląd małego
Harrego Pottera. Był ubrany jak starszy brat.
Obok niego siedziała czternastoletnie Imooto-chan Yukiko,
którą już prędzej widzieliśmy. Miała na sobie strój podobny do braci. Białe
spodenki, siwą dopasowaną koszulkę i długą szarą bluzę w małe gwiazdki śniegu,
która była na krótki rękaw i z kapturem.
Ostatnią z rodzeństwa była dwunastoletnia Imooto-chan
Aimi. Najsłodszy dzieciaczek z nich wszystkich. Miała wielkie oczy osadzone w
okrągłej buzi. Ma włosy sięgające do pasa jak te Suigen, a z boku głowy ma
zapleciony dobierany warkocz, aby grzywka nie wpadała jej do oczu. Na sobie
miała szarą dopasowaną sukienkę z plisowanym dołem, a pod nią coś w rodzaju
białej koszuli na krótki rękaw.
Ja jako Yuki miałam czarne włosy i oczy, które odziedziczyłam
po klanie Uchiha. Oni zaś wszystkie cechy wyglądu mieli po klanie Hyoozan.
Srebrne włosy, wyblakłe pomarańczowe tęczówki oczu i brak źrenic.
Klan Hyoozan. Skoro Uma do niego należy będzie moją
kuzynką. Córką młodszego brata Suigen, czyli Ryutaro. On wygląda jak siostra, a
Uma czarne włosy i niebieskie oczy ma po matce, którą nazwę Hisa. Niebieska
grzywka skąd? Nie wiem, może kiedyś wymyślę.
– Po co ja miałam z tobą tu przyjść? – zapytała mnie
szeptem Uma.
Niech wie to co przed chwilą uzgodniłam – pomyślałam,
zerkając na dziewczynę.
Jej źrenice się rozszerzyły.
– Aaa. I ty to tak przed chwilą wymyśliłaś?
– Hai – szepnęłam. – Kome że czekałaś, Hime – dodałam
głośno.
– Uma, siadaj – poleciła mojej towarzyszce Suigen,
wskazując wolne miejsce obok Aimi.
Kuzynka patrzyła przez chwilę zaskoczona na kobietę po
czym usiadła na srebrnej poduszce w pozycji seiza. Ja stałam wciąż przy
drzwiach. – Nie było cię przez godzinę musume-chan (córka).
– Co z tego? – zapytałam.
Przerzuciłam swoje długie granatowe włosy na prawe ramię
i zaczęłam się im przyglądać.
– To z tego, że się o ciebie martwię. Tak trudno to
zrozumieć?
Są za długie – stwierdziłam w myślach. – Tak za pośladki
to za długie, zdecydowanie, ale…
– Nic nie odpowiesz? – zapytała.
Takie zostaną, bo mi się to bardzo podoba. Są takie
grube. Jest ich chyba pięć razy więcej niż moich prawdziwych blond.
– Musume-chan. Dlaczego milczysz? – W jej głosie nie było
ani trochę złości co mnie zaskoczyło.
Chcę, żeby się ode mnie odczepiła i pozwoliła robić co mi
się podoba.
– To normalne. Jesteś matką z siódemką dzieci, a ja jako
jedyna z nich sprawiam ci kłopoty, więc czemu tu się dziwić? – Pytanie
retoryczne. – Pójdę już sobie, co?
– Nie! – Władczy ton.
Nie zadziałało? – zdziwiłam się. – Ale jak to?
– Może jednak? – zapytałam. – I zabiorę ze sobą Umę.
– Przysłano wiadomość z Konochy.
– Nani? – powiedziałam równocześnie z Umą.
Spojrzałyśmy na siebie zaskoczone.
To chyba już wiemy jaki to moment mangi – pomyślałam.
– Przysłano wiadomość z Konohy – powtórzyła księżniczka. –
Proszą o pomoc, ponieważ… – Westchnęła. – Rozpoczyna się Czwarta Wielka Wojna
Shinobi.
Srebrnowłose dzieciaki Hyoozan wydały zduszone okrzyki
zaskoczenia.
– Piąta Hokage jest w śpiączce – zaczęłam. – Jej miejsce
tymczasowo zajął Danzo, przywódca korzenia Anbu z Liścia. Opiekunowie wiosek zbierają
się na Szczycie Kage, żeby porozmawiać o wyzwaniu jakie rzucił im Obi… Uchiha
Madara.
Uff. Jak dobrze, że w porę się powstrzymałam.
– Mogłam się spodziewać, że już o tym wiesz – powiedziała
Suigen.
– Oni stworzą sojusz – powiedziała Uma.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
Oby tylko nie powiedziała zbyt wiele – pomyślałam.
Uma napotkała moje spojrzenie.
– O czym ty mówisz? – zapytała Księżniczka.
– Tak myślę – powiedziała. – A ty Ohime-sama? Zamierzasz
pomóc? – zapytała.
– Nie – powiedziała stanowczo. – Już straciłam jedną
osobę, którą kocham. Nie chcę żeby to znów się stało.
– Shinobi rodzą się, aby zostać dobrymi ninja i po to by
umrzeć jako bohaterowie.
– Tsuki odszedł, ponieważ był głupcem…
– Nie! – wrzasnęłam, przerywając jej.
– Owszem – powiedziała z przekąsem.
– Oto-sama zginą jako bohater w mojej obronie. To dlatego
mnie tak bardzo nienawidzisz i pozbyłaś się mnie gdy tylko twój ojciec go
zabił! – wrzasnęłam i ruszyłam biegiem do wyjścia.
Usłyszałam za sobą czyjeś kroki, ale zanim dosięgła mnie
ta osoba, udało mi się dobiec do balkonu i wyskoczyć na żwirową drogę ogrodu.
Po chwili jednak coś ciężkiego na mnie spadło. Wylądowałam na brzuchu, a ten
ktoś usiadł na moich plecach.
– Sachi, baka! Złaź ze mnie – nakazałam najstarszemu
bratu.
– Jeśli obiecasz, że przeprosisz Ohime-sama – powiedział.
– Jesteś jej najwspanialszym dzieckiem, więc nie
rozumiesz tego co ja czuję. Nie przeproszę jej za żadne skarby świata. Nie,
dopóki ona pierwsza tego nie zrobi.
– Jesteś jak dziecko, Yuki – powiedział.
– Złaź, nie ważysz tak mało jak sądzisz stary debilu.
Udało mi się zepchnąć z siebie Sachiego.
Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam biegiem do murku
oddzielającego teren pałacu od wioski.
– Yuki! – zawołała biegnąca za mną Uma. – Nie zostawiaj
mnie z tymi dziwnymi ludźmi. Mają okropne oczy i są straszni.
– Wypraszam sobie! – warknęłam. – Ci ludzie to w tym
świecie moja rodzina, której wygląd ja wymyśliłam.
– Serio? – zdziwiła się.
Żadnej skruchy, spoko.
Weszłam na murek, po czym skoczyłam na najbliższy dach.
Była to sowiarnia. Wysoka wieża o lekko stożkowatym dachu. Uma skoczyła za mną,
ale po chwili wrzasnęła i ześliznęła się z dachu.
– Uma! – wrzasnęłam przerażona.
Złapałam dziewczynę za rękę, po czym wciągnęłam na dach.
– Przepraszam, ale nie wymyśliłam ci zdolności shinobi.
– Fajnie, że wiedziałam.
– Ale ten skok to było coś – pochwaliłam ją. – Ja jako
człowiek bym tego nie zrobiła, bo mam lęk wysokości, a to jakieś siedem metrów
w dół – powiedziałam spoglądając w górę.
Ponad nami na tle ciemnego nieba zobaczyłam srebrne włosy
Sachiego okalające piękną twarz wykrzywioną grymasem wściekłości.
– To jaką chcesz mieć naturę chakry. – zapytałam.
– No ja wiem? Może woda?
– Uma znaczy koń? – Właśnie zdałam sobie z tego sprawę.
– Taa – przyznała. – Może dlatego, że jeżdżę konno i
lubię te zwierzęta?
– Może. Wiesz, wpadłam na pewien pomysł, co do twoich
zdolności.
– Tak? Jaki?
– Mizuma no Jutsu. To dosłownie koń wodny. Takie twoje
indywidualne wodne jutsu i możesz je kreować jak chcesz – powiedziałam.
– Ooo.
– A teraz Umo Kunoichi z Koorigakure. Idziemy do… gdzieś
gdzie nas nogi poniosą.
– Czyli?
– Do zatoki.
~*~*~*~*~*~
Podobało się? Zostaw komentarz nawet jeśli nie ;)